Sejf z opioidami i recepty na cudze PESEL-e. Kraków łączy ślady po serii śmierci młodych kobiet
Najpierw dramatyczne wezwanie do mieszkania na krakowskim Prądniku, potem kolejna tragedia w tym samym lokalu zaledwie tydzień później. Dziś – po następnych zgonach i interwencjach ratunkowych – śledczy coraz wyraźniej widzą, że nie były to odosobnione zdarzenia, lecz elementy większej układanki. Policja i prokuratura analizują wątek nielegalnego obrotu lekami opioidowymi i psychotropowymi, w którym – jak wynika z ustaleń – ofiarami często były młode kobiety w kryzysie emocjonalnym.
Punkt wyjścia: omdlenie na Prądniku i toksykologiczny "koktajl"
We wrześniu 2021 roku służby dostały zgłoszenie o młodej kobiecie, która straciła przytomność w jednym z mieszkań na Prądniku. Na miejscu panował chaos, a obecne w lokalu osoby były ospałe i wyraźnie spowolnione. Reanimacja trwała długo, ale życia Elżbiety P. nie udało się uratować. Sekcja zwłok nie dała jednoznacznej odpowiedzi, jednak badania toksykologiczne wykazały obecność wielu substancji odurzających jednocześnie – co w środowisku określano jako "zapadkę" po przedawkowaniu.
Wątek, który wciąż powraca w relacjach z tamtego okresu, dotyczy sejfu w mieszkaniu – miejsca, gdzie miały znajdować się leki i środki, do których dostęp miała zmarła. Z czasem w śledztwie pojawiły się nazwiska i pseudonimy osób związanych z rozprowadzaniem medykamentów, a także informacje o stałych "klientach", szybkich uzależnieniach i mieszaniu opioidów z lekami psychotropowymi.
Druga śmierć tydzień później, nastolatki i "rynek" wśród rówieśników
Jak opisano w materiałach dotyczących sprawy, zaledwie tydzień po śmierci Elżbiety w tym samym mieszkaniu zmarła kolejna dziewczyna – Aleksandra, niepełnoletnia. W tle przewija się obraz grupy bardzo młodych osób krążących wokół rejonu Galerii Krakowskiej, z problemami emocjonalnymi i łatwą dostępnością do silnych leków. Śledczy mieli badać rolę osób, które – według ustaleń – wykorzystywały uzależnienie nastolatek, dostarczając im środki i wciągając w coraz bardziej ryzykowne zachowania.
Śledztwo przyspieszyło po kolejnych zgonach: Kazimierz, winda i przełom
Nowy, wyraźny impuls pojawił się po śmierci 19-letniej kobiety na krakowskim Kazimierzu – to wtedy policja zaczęła "składać" rozproszone sprawy w jeden obraz, a zatrzymania objęły osoby podejrzewane o handel lekami na bazie opioidów oraz benzodiazepin.
Kolejny dramat rozegrał się na początku 2025 roku: nagie zwłoki młodej kobiety znaleziono w windzie jednego z bloków na Prądniku Białym. Zabezpieczone ślady wskazywały, że ciało zostało przeniesione. Trop doprowadził śledczych do mieszkania w tym samym budynku – policjanci zatrzymali 26-letniego mężczyznę i zabezpieczyli duże ilości leków psychotropowych, środki odurzające oraz zużyte igły i strzykawki.
W czerwcu nastąpił przełom, gdy w jednym z mieszkań znaleziono młodą kobietę wymagającą pilnej pomocy. W lokalu był też mężczyzna, który – według ustaleń – miał ją zaopatrzyć w leki. To pozwoliło kryminalnym powiązać kolejne osoby i kanały pozyskiwania środków.
Lekarz, recepty i cudze PESEL-e
W listopadzie 2025 roku policja poinformowała o zatrzymaniu 58-letniego lekarza z Dolnego Śląska, któremu przypisuje się kluczową rolę w łańcuchu dostaw: miał odpłatnie wystawiać recepty na leki, które trafiały do nielegalnej sprzedaży. Skala recept – jak przekazano – była tak duża, że w procederze miały być wykorzystywane numery PESEL osób nieświadomych, że ich dane posłużyły do popełnienia przestępstwa. Tego samego dnia zatrzymano kolejne osoby w różnych częściach kraju, a część wątku dotyczyła także kobiet wymagających hospitalizacji po zażyciu tych środków.
Według komunikatów, leki bywały sprzedawane "na blistry", w pojedynczych sztukach, a nabywczyniami często były młode kobiety w trudnej sytuacji psychicznej. Policja sygnalizowała również, że sprawa może mieć związek ze zdarzeniami z 2021 roku, kiedy po przedawkowaniu leków zmarły dwie młode kobiety.
Co dalej
Postępowanie pozostaje w toku, a śledczy – jak wynika z przekazów – nie wykluczają kolejnych zatrzymań i rozszerzenia wątków. Sprawa pokazuje też szerszy problem: jak łatwo silne leki mogą stać się "walutą" w nieformalnym obiegu, zwłaszcza gdy trafiają do osób podatnych na uzależnienie, presję grupy i manipulację.