PolskaRutynowy zabieg, śmiertelny błąd? Tajemnicza śmierć 30-latki po operacji w warszawskim szpitalu

Rutynowy zabieg, śmiertelny błąd? Tajemnicza śmierć 30‑latki po operacji w warszawskim szpitalu

Tragiczna śmierć 30-letniej kobiety po planowanym zabiegu w renomowanej warszawskiej placówce medycznej rodzi poważne pytania o bezpieczeństwo pacjentów i nadzór nad specjalistyczną aparaturą. Z ustaleń wynika, że zamiast tlenu pacjentce mógł zostać podany inny gaz – podtlenek azotu – co doprowadziło do gwałtownego pogorszenia jej stanu i w konsekwencji do zgonu.

szpital
szpital
Źródło zdjęć: © archiwum ipolska24.pl | redakcja ipolska24.pl

Kobieta, pani Kalina, trafiła 8 grudnia do Szpital św. Rodziny przy ulicy Madalińskiego w Warszawa. Miała przejść zaplanowany, profilaktyczny zabieg ginekologiczny. Jak relacjonuje rodzina, sama operacja przebiegła prawidłowo. Problemy pojawiły się dopiero po jej zakończeniu, gdy u pacjentki wystąpiły poważne zaburzenia oddychania.

Według informacji pochodzących z nieoficjalnych źródeł, w urządzeniu odpowiedzialnym za podawanie gazów medycznych mogło dojść do nieprawidłowego podłączenia przewodów. Gdy personel – reagując na pogarszający się stan kobiety – próbował podać jej tlen przez maskę, z instalacji mógł wydobywać się podtlenek azotu. Zamiast pomóc pacjentce oddychać, gaz ten mógł pogłębiać jej nieprzytomność.

Reanimacja trwała około 12 minut. Dopiero po tym czasie udało się przywrócić krążenie i oddech. Na salę wezwano drugiego anestezjologa, a pacjentkę odłączono od kolumny anestezjologicznej i zaintubowano przy użyciu worka samorozprężalnego. Mimo podjętych działań, życia kobiety nie udało się uratować.

Producent aparatury medycznej, na którą wskazują wstępne ustalenia, twierdzi, że sprzęt mógł być serwisowany przez nieautoryzowane podmioty. To właśnie ingerencja osób trzecich miała potencjalnie doprowadzić do błędnego podłączenia instalacji gazowej. Jeden z lekarzy, wypowiadający się anonimowo, przyznał, że tego typu zdarzenie jest skrajnie rzadkie i praktycznie niemożliwe do przewidzenia.

Rodzina zmarłej nie kryje bólu. Mąż kobiety, pan Hubert, wspomina, że do ostatnich chwil przed zabiegiem pozostawał z nią w kontakcie. – Rano napisała, że pielęgniarki podłączyły kroplówki. O ósmej dostałem ostatnią wiadomość: "za chwilę mnie biorą" – mówił w rozmowie z dziennikarzami.

Sprawa budzi ogromne emocje i prawdopodobnie będzie przedmiotem szczegółowego postępowania wyjaśniającego. Kluczowe będzie ustalenie, czy doszło do zaniedbań technicznych lub organizacyjnych oraz kto ponosi odpowiedzialność za ewentualny błąd, który zakończył się śmiercią młodej pacjentki.

Wybrane dla Ciebie