Rosyjski emisariusz między dwiema narracjami. Kim naprawdę jest Kirył Dmitrijew – człowiek Putina czy potencjalny architekt pokoju?
Kirył Dmitrijew od tygodni znajduje się w samym centrum globalnej uwagi. Ten 50-letni Rosjanin, biznesmen i szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, stał się twarzą nieformalnych rozmów, które – jak twierdzą niektórzy – mogą otworzyć drogę do zakończenia wojny w Ukrainie. Inni uważają go jednak za sprytnego propagandystę Kremla, obdarzonego doskonałą znajomością Zachodu i talentem do kształtowania przekazu pod amerykańską publiczność.
Jego najnowsza inicjatywa – projekt rzekomego planu pokojowego, nad którym miał rozmawiać z wysłannikiem Donalda Trumpa, Steve’em Witkoffem, podczas pobytu w Miami – wywołała lawinę komentarzy. Propozycje mają przypominać listę żądań Kremla: oddanie okupowanych terytoriów i ograniczenie armii Ukrainy. Kancelaria Zełenskiego nie odrzuciła ich wprost, ale podkreśliła, że jedyną dopuszczalną ścieżką jest "pokój godny i respektujący suwerenność Ukrainy".
Człowiek dwóch światów
Dmitrijew wyróżnia się na tle rosyjskiej dyplomacji. Dorastał w Kijowie, jako nastolatek brał udział w prodemokratycznych protestach. Później wyjechał na studia do USA – najpierw jako uczestnik wymiany, później jako student Stanforda i Harvardu. Pracował dla McKinsey w Los Angeles, Pradze i Moskwie, a także dla amerykańsko-rosyjskiego funduszu inwestycyjnego tworzonego przy wsparciu Waszyngtonu.
Zarówno świetna znajomość Zachodu, jak i ukraińskiego społeczeństwa sprawiły, że stał się dla Kremla postacią unikatową: potrafi rozmawiać z Amerykanami ich językiem, a jednocześnie jest lojalny wobec rosyjskiej elity.
Od inwestora do twarzy rosyjskiego lobbingu
Kariera Dmitrijewa w Moskwie nabrała tempa po objęciu w 2011 roku funkcji szefa Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF). To właśnie ten fundusz, uznawany przez Departament Skarbu USA za "narzędzie kleptokracji Putina", finansował m.in. rosyjską szczepionkę Sputnik V.
Kontrowersje wzbudziły jednak jego bliskie relacje z otoczeniem Władimira Putina. Żona Dmitrijewa jest przyjaciółką córki prezydenta, Jekateriny Tichonowej. On sam uchodzi za członka jej kręgu biznesowego.
Most między Moskwą a Waszyngtonem
Choć Dmitrijew ma opinię twardego gracza, to właśnie on był jednym z architektów uwolnienia amerykańskiego nauczyciela z rosyjskiego więzienia w lutym 2025 roku. Jak przyznał Witkoff:
"Był kluczowym rozmówcą i odegrał w tym ogromną rolę".
Od tamtej pory Dmitrijew regularnie uczestniczy w amerykańsko-rosyjskich rozmowach zakulisowych – od Arabii Saudyjskiej po Miami. W przeciwieństwie do wielu urzędników Kremla czuje się swobodnie w zachodnych mediach. Występuje m.in. w CNN, gdzie potrafi bronić narracji Rosji, równocześnie komplementując dyplomatyczne umiejętności Trumpa.
Propagandysta czy negocjator?
W USA jego styl budzi mieszane reakcje. Po ogłoszeniu sankcji wobec rosyjskich koncernów naftowych sekretarz skarbu Scott Bessent nazwał Dmitrijewa "propagandzistą Putina". Amerykańskie sankcje objęły zarówno jego, jak i RDIF.
Jednocześnie Dmitrijew promuje ideę współpracy gospodarczej – od wspólnych projektów energetycznych w Arktyce po futurystyczny pomysł tunelu "Putin–Trump" pod Cieśniną Beringa.
Rosnąca rola w Moskwie, upadek reputacji w Kijowie
Choć w Rosji jego wpływy rosną, na Ukrainie Dmitrijew jest jednoznacznie postrzegany jako współwinny agresji. Nałożono na niego sankcje, a media w Kijowie przedstawiają go jako "człowieka Putina z amerykańskim paszportem mentalnym".
Jego własna droga życiowa – od uczestnika prodemokratycznych protestów w Kijowie po architekta rosyjskich projektów polityczno-biznesowych – dla wielu jest symbolem dramatycznych podziałów, jakie przyniosły ostatnie dekady.
Kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi
Czy Kirył Dmitrijew jest autentycznym emisariuszem pokoju, czy jedynie zręcznym narzędziem Kremla do kształtowania narracji na Zachodzie?
Sam wysłannik odpowiada krótko:
"Naszą rolą jest doprowadzić do pokoju".
Ukraina reaguje jednak ostrożnie, a Zachód – z rosnącą czujnością.
Jedno jest pewne: Dmitrijew jeszcze długo pozostanie jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci rosyjsko-amerykańskiej gry dyplomatycznej.