Według najnowszych doniesień zatrzymano około 50 osób, a liczba poszkodowanych sięga kilkudziesięciu. W internecie pojawiły się również informacje o próbie podpalenia katedry mediolańskiej. Dostępne relacje włoskich mediów nie potwierdzają jednak, by sama świątynia została zaatakowana ogniem.
Sobotnie popołudnie w Mediolanie miało upłynąć pod znakiem protestu przeciwko rosnącym kosztom życia. Demonstrację zorganizowaną pod hasłem "Italia in Piazza" zapowiadano jako wyraz niezadowolenia z wysokich cen paliw, niskich wynagrodzeń oraz sytuacji w publicznej ochronie zdrowia i szkolnictwie.
Według "Corriere della Sera" w marszu uczestniczyło ponad pięć tysięcy osób. Początkowo demonstracja miała pokojowy charakter, jednak sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać, gdy część uczestników skierowała agresję przeciwko funkcjonariuszom zabezpieczającym zgromadzenie.
Pierwsze poważne starcia wybuchły w rejonie ulicy Broletto, niedaleko historycznego centrum miasta. W policjantów zaczęły lecieć kamienie, butelki oraz petardy i tzw. bomby papierowe, czyli silne ładunki pirotechniczne.
Funkcjonariusze odpowiedzieli interwencjami oddziałów prewencji. Demonstracja została przerwana, jednak zamiast zakończenia protestu doszło do jego dalszej eskalacji. Grupy młodych ludzi, część z zasłoniętymi twarzami, przemieściły się w kierunku Piazza del Duomo.
Bitwa pod katedrą. Turyści uciekali, a policja musiała się wycofywać
Najbardziej dramatyczne sceny rozegrały się na placu przed słynną mediolańską katedrą.
Według włoskiej agencji ANSA kilkuset agresywnych uczestników zamieszek zaatakowało policyjne oddziały ustawione na Piazza del Duomo. Napastnicy wykorzystywali kostkę brukową, metalowe barierki, kosze uliczne i materiały pirotechniczne.
Ataki były na tyle intensywne, że w pewnym momencie policjanci musieli wycofać się z części placu.
Wokół katedry zaczęły powstawać prowizoryczne barykady. Do ich budowy wykorzystywano między innymi elementy wyposażenia ogródków gastronomicznych, barierki oraz kosze na śmieci.
Część konstrukcji została podpalona. Ogień pojawił się również w rejonie pomnika konnego na Piazza del Duomo oraz przy Corso Vittorio Emanuele, reprezentacyjnej ulicy handlowej prowadzącej od placu.
Sytuacja stała się niebezpieczna dla osób postronnych. Turyści i mieszkańcy próbowali opuścić centrum, a część szukała schronienia w pobliskich stacjach metra. Ostatecznie stację Duomo zamknięto, a plac został opróżniony podczas policyjnej operacji.
Do rozpędzania agresywnych grup wykorzystano armatki wodne i gaz łzawiący. Interwencje trwały także w okolicach Galerii Wiktora Emanuela II, jednego z najbardziej znanych zabytkowych pasaży handlowych Europy.
Co zostało zniszczone? Lista uszkodzeń jest długa
Najpoważniejsze straty odnotowano w rejonie Piazza del Duomo, ulicy Broletto, Corso Vittorio Emanuele oraz okolicznych ulic handlowych.
Z doniesień ANSA, "Corriere della Sera", "Il Giorno" i lokalnych mediów wynika, że podczas zamieszek:
- Zdewastowano samochód karabinierów, a także uszkodzono opancerzone pojazdy służb.
- Rozbito witryny sklepowe, a część sklepów została splądrowana.
- Uszkodzono przeszklenia niektórych historycznych budynków.
- Zniszczono wiaty przystankowe mediolańskiego transportu miejskiego.
- Przewracano i niszczono stoliki oraz krzesła z ogródków gastronomicznych.
- Podpalono barykady, kosze i elementy wyposażenia przestrzeni publicznej.
- Wyrywano elementy nawierzchni, w tym kostkę i płyty, które następnie wykorzystywano do atakowania policjantów.
- Przewracano elementy zabezpieczeń i ogrodzeń przy robotach budowlanych.
Włoskie media opisywały również dewastację lokali gastronomicznych i sklepów w pobliżu głównych ulic turystycznych.
Na obecnym etapie nie opublikowano pełnego, oficjalnego kosztorysu strat. Nie wiadomo więc, ile będzie kosztowało przywrócenie centrum miasta do stanu sprzed zamieszek.
Czy próbowano podpalić słynną katedrę w Mediolanie?
Jedna z najbardziej niepokojących informacji rozpowszechnianych w internecie dotyczyła rzekomej próby podpalenia mediolańskiego Duomo.
Katedra Narodzin św. Marii w Mediolanie jest jednym z najważniejszych zabytków Włoch i najbardziej rozpoznawalnych przykładów architektury gotyckiej na świecie.
Potwierdzone jest, że zamieszki objęły bezpośrednie otoczenie świątyni, w tym plac i okolice pomnika konnego. Tam też dochodziło do podpaleń barykad i innych elementów wyposażenia przestrzeni miejskiej.
Nie ma jednak wiarygodnego potwierdzenia, że uczestnicy zamieszek próbowali podpalić sam budynek katedry. Nie poinformowano również o zniszczeniu jej elewacji lub wnętrza.
Relacje o ogniu pojawiającym się pod katedrą nie powinny być zatem utożsamiane z podpaleniem zabytku.
Dziesiątki poszkodowanych. Wśród zatrzymanych wielu nieletnich
Bilans sobotnich starć jest poważny.
Według informacji opublikowanych w niedzielę przez włoskie media około 50 uczestników zamieszek zostało zatrzymanych i przewiezionych na komisariat. Niemal połowę stanowili nieletni.
Dane dotyczące rannych różnią się w zależności od momentu sporządzania bilansu i sposobu liczenia poszkodowanych. "Corriere della Sera" informowało o około 20 rannych i kilkunastu policjantach, którym udzielono pomocy. Z kolei "la Repubblica" podała, że do szpitali trafiło około 40 osób.
Wśród rannych znaleźli się funkcjonariusze trafieni kamieniami i fragmentami nawierzchni. Niektórzy doznali obrażeń głowy wymagających interwencji medycznej.
Obrażenia odnieśli także uczestnicy zamieszek. Służby ratunkowe udzielały pomocy osobom poszkodowanym w rejonie placu katedralnego i Cordusio.
Kim byli sprawcy zamieszek?
Włoskie media opisują agresywne grupy jako złożone w dużej mierze z młodych osób, w tym nieletnich, które dołączyły do demonstracji i uczestniczyły w późniejszych starciach.
"Corriere della Sera" zwróciło uwagę, że część środowisk studenckich dystansowała się od przemocy. Nie wszyscy uczestnicy pokojowego marszu brali więc udział w późniejszych atakach na policję.
"Il Giorno" pisało natomiast również o młodzieży z rodzin imigranckich drugiego pokolenia. Nie oznacza to jednak, że ustalono wspólne pochodzenie wszystkich sprawców ani że za przemoc odpowiadała konkretna grupa narodowościowa.
Pełna identyfikacja osób odpowiedzialnych za zniszczenia pozostaje zadaniem włoskich organów ścigania.
Giorgia Meloni potępia zamieszki
Na wydarzenia w Mediolanie zareagowała premier Włoch Giorgia Meloni.
Szefowa rządu podkreśliła, że prawo do organizowania demonstracji jest jedną z podstawowych swobód obywatelskich, ale nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, niszczenia mienia i atakowania funkcjonariuszy.
Wezwała również opozycję do jednoznacznego potępienia agresji.
Głos zabrał także burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala. Uznając znaczenie problemów społecznych będących przyczyną protestu, potępił jednocześnie przemoc i dewastację miasta.
Zamieszki nie ograniczyły się do Mediolanu. Do starć podczas demonstracji doszło również w innych włoskich miastach, między innymi w Bolonii i Turynie.
Sobotnie wydarzenia pozostawiły po sobie zniszczone witryny, wypalone barykady, uszkodzone pojazdy oraz kolejne pytania o bezpieczeństwo masowych zgromadzeń. Dla Mediolanu, którego zabytkowe centrum codziennie przyciąga tysiące odwiedzających, był to jeden z najbardziej gwałtownych dni ostatnich miesięcy.