Niska płaca i dyskryminacja na rynku pracy szkodzą zdrowiu
Jedni mówią, że bez pracy nie ma kołaczy, inni, że odcisków. Kto ma rację? Raczej zwolennicy pracy. Ale ciekawe są te zdrowotne aspekty pracy, które wiążemy raczej ze zjawiskami socjologiczno-gospodarczymi, takimi jak dyskryminacja czy nierówność płacowa, niż medycyną.
I wcale nie chodzi tu o obniżenie nastroju, a wymierne problemy ze zdrowiem somatycznym. Przynajmniej u niektórych osób.
Praca co do zasady służy zdrowiu psychicznemu. Wiedzą o tym psychiatrzy i psychoterapeuci, którzy starają się, by ich pacjenci, nawet ciężko chorzy, funkcjonowali na rynku pracy. Ale praca musi być wolna od nadmiernych obciążeń dla psychiki. Przy czym takie obciążenia przekładają się też na zdrowie fizyczne.
Jak na przykład właśnie ostrzegli eksperci z kanadyjskiego Uniwersytetu Lavala, mężczyźni z silnie obciążającą ich psychicznie pracą – połączoną z dużym wysiłkiem i płynącymi z niego niskimi korzyściami, są aż dwukrotnie bardziej zagrożeni chorobą wieńcową, niż ich koledzy wolni od tego typu obciążeń. W odniesieniu do ryzyka choroby wieńcowej, wpływ wymienionych czynników zawodowych można, według wyników, porównać do działania otyłości. W badaniu wzięło udział 6,5 tys. pracowników biurowych.
Naukowcy wyjaśniają dokładniej, czym są zbadane przez nich obciążenia.
Dyskryminacja to gorsze zdrowie
Z kolei, jak pokazała przeprowadzona na University of California, Los Angeles ośmioletnia obserwacja ponad 1,2 tys. ochotników, dyskryminacja w miejscu pracy podnosi ryzyko nadciśnienia.
On i jego zespół dyskryminację określili jako niesprawiedliwe warunki pracy lub nieprzyjemne traktowanie ze względu na cechy osobiste, w szczególności płeć, rasę i wiek. Badacze wymieniają różne, możliwe przejawy tego typu niestosownego podejścia – od niesprawiedliwego przyznawania awansów, po obmawianie czy niewłaściwe żarty.
Chcesz zadbać o mózg? Za bardzo się nie męcz
Widać, więc wyraźnie, jak duże znaczenie ma dla ciała funkcjonowanie psychiki w miejscu zatrudnienia. Tymczasem, jak zauważyła grupa z Uniwersytetu Kopenhaskiego, działa też zależność odwrotna. Według uzyskanych przez badaczy wyników, ciężka praca fizyczna, aż o 55 proc. zwiększa ryzyko demencji (w porównaniu do pracy siedzącej). Naukowcy przypominają o wcześniejszym, zwykle przyjmowanym założeniu, że wysiłek fizyczny raczej przed demencją chroni. Ważna jest jednak forma wysiłku – podkreślają naukowcy.
“Na przykład zalecenia WHO dotyczące zapobiegania demencji i ogólnie chorobom wskazują aktywność fizyczną jako istotny, korzystny czynnik. Jednak nasze badanie sugeruje, że musi to być >>dobra<< forma aktywności fizycznej, a ciężka praca fizyczna nią nie jest. Dlatego zalecenia wydawane przez zajmujące się zdrowiem organizacje powinny różnicować między aktywnością fizyczną podejmowaną w czasie wolnym i w pracy. Istnieją bowiem powody, aby sądzić, że obie formy aktywności mają przeciwne działanie” – mówi Kirsten Nabe-Nielsen i wyjaśnia, że nawet gdy uwzględni się palenie, ciśnienie krwi, nadwagę, spożycie alkoholu i aktywność fizyczną w czasie wolnym, ciężka praca fizyczna wiąże się z większym ryzykiem wystąpienia demencji.
Do swoich wniosków naukowcy doszli po przeanalizowaniu danych odnośnie prawie 5 tys. osób zatrudnionych w 14 dużych firmach. Autorzy odkrycia przypominają wcześniejsze badania, według których ciężka fizyczna praca może negatywnie wpływać na krążenie, co z kolei może prowadzić do rozwoju chorób sercowo-naczyniowych, takich jak nadciśnienie, czy niewydolność serca. Jednocześnie może utrudniać ukrwienie mózgu.
Medycy mają trudniej
Liczy się też profesja. Jak pokazały opublikowane właśnie dwa obszerne badania przeprowadzone przez specjalistów z Columbia University w Nowym Jorku, szczególnie trudno mają pracownicy służby zdrowia. Jeden z tych projektów badawczych, z udziałem 176 000 pracowników medycznych i 160 tys. osób z innych branż, w wieku od 26 lat, obserwowanych od 2008 do 2019 roku, pokazał zwiększone ryzyko śmierci z powodu przedawkowania leków. Zagrożone były praktycznie wszystkie grupy pracowników medycznych oprócz lekarzy. Największe ryzyko dotyczyło pracowników socjalnych oraz osób zajmujących się zdrowiem psychicznym pacjentów – ryzyko rosło 2,5-krotnie, w porównaniu do przedstawicieli zawodów niemedycznych.
Drugie badanie, z udziałem aż 1,8 miliona pracujących dorosłych odkrył podniesione zagrożenie samobójstwem wśród personelu medycznego. Wzrost zagrożenia wynosił, przeciętnie 1,32 proc., w odniesieniu do średniej wartości dla pozostałych zawodów. Ponownie, nie cierpieli pod tym względem lekarze, ale np. personel wspierający był zagrożony o 81 proc. bardziej, pielęgniarki – o 64 proc., a technicy – o 39 proc.
Wraz z rozwojem cywilizacji i bogaceniem się społeczeństw, warunki pracy stają się coraz lepsze. To dobra wiadomość. Nadal jednak zagrożenia, jak widać się pojawiają. Warto mieć na uwadze naukowe odkrycia, ale także obserwować własne odczucia w miejscu zatrudnienia i o swoją sytuację dbać. Zdrowie się odwdzięczy.