"Już wygraliśmy – nie dołączajcie teraz!" Trump gromi Starmera. Tymczasem Teheran płonie – Izrael bombarduje rafinerie ropy
W niedzielę rano 8 marca 2026 roku prezydent Donald Trump zaatakował na platformie Truth Social premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, zarzucając mu próbę "dołączania się do wojny po fakcie". Wpis pojawił się kilka godzin po tym, jak brytyjskie media potwierdziły, że Royal Navy przygotowuje grupę uderzeniową z lotniskowcem HMS Prince of Wales na wypadek dalszej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
"Wielka Brytania, nasz niegdyś wielki sojusznik – być może największy ze wszystkich – poważnie rozważa wysłanie dwóch lotniskowców na Bliski Wschód. W porządku, premierze Starmer, już ich nie potrzebujemy. Ale będziemy pamiętać. Nie potrzebujemy ludzi, którzy dołączają do wojny po tym, jak już ją wygraliśmy!" – napisał Trump, kończąc post charakterystycznym dla siebie wykrzyknikiem.
Komentarz prezydenta USA zbiegł się w czasie z najcięższą nocą bombardowań Teheranu od początku konfliktu. W nocy z soboty na niedzielę izraelskie lotnictwo przeprowadziło zmasowany atak na instalacje naftowe i rafinerie w stolicy Iranu oraz w prowincji Chuzestan. Siły Obronne Izraela (IDF) potwierdziły operację, określając ją jako "kolejną falę uderzeń wymierzoną w zdolności militarne i ekonomiczne reżimu".
Mieszkańcy Teheranu relacjonowali na portalach społecznościowych i w rozmowach z dziennikarzami zagranicznymi, że obudzili się od serii potężnych eksplozji. Niebo nad południowymi i wschodnimi dzielnicami miasta rozświetliły gigantyczne pożary – pomarańczowo-czerwone słupy ognia były widoczne z odległości kilkunastu kilometrów. Według wstępnych doniesień irańskich mediów państwowych oraz świadków ucierpiały kluczowe rafinerie Teheranu, instalacje rozdzielcze i magazyny paliw. Władze Iranu mówią o "dziesiątkach ofiar cywilnych" i "katastrofalnych stratach w sektorze naftowym".
Atak jest postrzegany jako bezpośrednia odpowiedź na irańskie uderzenia rakietowe i dronowe z ostatnich dni – w tym na bazy w ZEA, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Katarze. Eksperci oceniają, że zniszczenie infrastruktury naftowej może w ciągu kilku tygodni zredukować irański eksport ropy o 60–80%, co oznaczałoby dalsze załamanie gospodarki i brak środków na finansowanie sił proxy w regionie.
Tymczasem w Londynie rząd Starmera stoi pod presją. Opublikowane w sobotę doniesienia "The Times" i "The Guardian" potwierdziły, że Admiralicja przygotowuje wysłanie grupy lotniskowca (carrier strike group) z HMS Prince of Wales i fregatami Type 45 do wschodniej części Morza Śródziemnego. Oficjalnie decyzja nie została jeszcze podjęta – ma zapaść na posiedzeniu gabinetu w poniedziałek – ale już teraz słychać głosy krytyki zarówno ze strony konserwatystów ("za późno"), jak i lewicowego skrzydła Partii Pracy ("niepotrzebne wciąganie się w wojnę Trumpa").
Biały Dom nie skomentował na razie sobotniego wpisu Trumpa, ale rzecznik Pentagonu potwierdził, że operacje lotnicze USA i Izraela "trwają zgodnie z planem" i są "skalibrowane tak, by maksymalnie osłabić zdolności ofensywne Iranu przy minimalnym ryzyku dla cywilów".
Na razie jedynym jasnym sygnałem z Teheranu pozostaje sobotnie przemówienie prezydenta Masuda Pezeshkiana, w którym przeprosił sąsiadów za ataki odwetowe i zapowiedział wstrzymanie uderzeń – o ile nie zostaną one przeprowadzone z ich terytorium. Jednak nocne bombardowanie rafinerii pokazuje, że tymczasowa rada przywódcza w Iranie wciąż nie kontroluje w pełni dynamiki konfliktu.
Wojna wchodzi w fazę, w której każdy nowy atak przybliża widmo całkowitego załamania irańskiej gospodarki naftowej – a jednocześnie rodzi pytanie: czy Londyn naprawdę chce dołączyć do końcówki tej rozgrywki, czy raczej zostać zapamiętany jako ten, kto przyszedł za późno?