Iran uderza w kurdyjskie bazy w Iraku. Teheran boi się drugiego frontu – Trump rzekomo mobilizuje peszmergów

W środę i czwartek irańskie siły zbrojne przeprowadziły serię precyzyjnych ataków rakietowych i dronowych na bazy irańskich grup opozycyjnych kurdyjskich w północnym Iraku. Według oświadczenia irańskiego wojska celem były "kurdyjskie grupy sprzeciwiające się rewolucji islamskiej" w irackim Kurdystanie – w tym siedziby Partii Wolności Kurdystanu (PAK), Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu (KDPI) oraz Komala. W wyniku uderzeń zginęła co najmniej jedna osoba, a trzy zostały ranne – potwierdziła to BBC po wizycie na miejscu.

Iran
Iran
Źródło zdjęć: © zdjecie AI | redakcja ipolska24.pl

Ataki skupiły się m.in. na bazach w okolicach Koya (dystrykt Erbil), Zargwez (prowincja Sulajmanija) oraz między Erbilem a Duhokiem. W jednej z nich balistyczny pocisk wyrządził ogromne zniszczenia: budynek został zmiażdżony, w ziemi pozostał głęboki lej po uderzeniu, a wokół rozsypały się poskręcane fragmenty metalu i gruz. W innej bazie KDPI skutki podwójnego ataku dronowego widoczne były na własne oczy reporterów BBC – ranny został jeden cywil.

Teheran uzasadnia operację prewencją: rebelianckie grupy kurdyjskie miały rzekomo planować infiltrację zachodniego Iranu z pomocą Stanów Zjednoczonych i Izraela. W ostatnich dniach nasiliły się spekulacje, że administracja Donalda Trumpa aktywnie kontaktuje się z liderami kurdyjskich partii opozycyjnych (m.in. Mustafa Hijri z KDPI), oferując wsparcie logistyczne, finansowe, a nawet powietrzne – w zamian za otwarcie "drugiego frontu" na irańskim terytorium w trakcie trwającej wojny z USA i Izraelem.

Kurdyjscy przywódcy stanowczo zaprzeczają jakimkolwiek działaniom zbrojnym po irańskiej stronie granicy. Hanna Hussein Yazdan Pana z PAK w rozmowie z BBC stwierdziła: "Ani jeden peszmerga nie przekroczył granicy. Nikt nie ruszył się sam". Podkreśliła, że sześć zjednoczonych grup opozycyjnych koordynuje działania, ale bez amerykańskiego "oczyszczenia nieba" i zniszczenia irańskich składów broni jakakolwiek ofensywa byłaby samobójstwem. Wezwała też do utworzenia strefy zakazu lotów nad regionem – bez niej lekkie uzbrojenie (głównie kałasznikowy) nie wystarczy przeciwko regularnej armii i Gwardii Rewolucyjnej.

Biały Dom i Pentagon odrzucają doniesienia o planach uzbrojenia Kurdów. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt nazwała je "całkowicie fałszywymi", a sekretarz obrony Pete Hegseth podkreślił, że cele USA nie opierają się na wsparciu konkretnych sił opozycyjnych. Mimo to spekulacje rosną – zwłaszcza po telefonach Trumpa do liderów kurdyjskich i raportach o przesunięciach bojowników w stronę granicy w prowincji Sulajmanija.

Były brytyjski ambasador w Teheranie, sir Simon Gass, ostrzega: Iran to "mozaika etniczna" – Persowie stanowią większość, ale Kurdowie, Beludżowie, Arabowie i Azerowie to znaczące mniejszości. Jeśli USA i Izrael skutecznie podburzą je do powstania, reżim w Teheranie stanie przed wieloma frontami naraz. "W zwykłych warunkach słabo uzbrojeni Kurdowie nie mają szans – ale z wsparciem lotniczym i sił specjalnych to zupełnie inna historia" – ocenił w BBC Radio 4.

Ponad 30 milionów Kurdów żyje bez własnego państwa na pograniczu Turcji, Iraku, Syrii, Iranu i Armenii. W samym Iranie stanowią ok. 10% populacji (głównie sunnici w szyickim kraju) i od dekad skarżą się na dyskryminację – Amnesty International mówi o systemowym tłumieniu ich praw politycznych, społecznych i kulturalnych.

Wojna wchodzi w nową, niebezpieczną fazę: irańskie uderzenia w iracki Kurdystan to nie tylko odwet, ale desperacka próba zablokowania potencjalnego powstania na własnym terytorium. Pytanie brzmi: czy Trump zdecyduje się na ryzykowny gambit i otworzy kurdyjski front – czy Teheran zdąży go zdławić w zarodku. Na razie granica płonie, a peszmerga czekają na sygnał z Waszyngtonu.

irantrumpirak

Wybrane dla Ciebie