"Inspektor, który sam sobie budował". Korupcja w PINB Sanok – 49‑latek zatrzymany za podwójną rolę i łapówki
Funkcjonariusze Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, działając pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Krośnie, rozpracowali poważny przypadek nadużyć władzy w Sanoku. 5 marca 2026 roku zatrzymano 49-letniego Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego – człowieka, który miał kontrolować budowę, a zamiast tego… sam na tych samych budowach zarabiał jako kierownik budowy.
Śledztwo wykazało, że mężczyzna przez dłuższy czas systematycznie przekraczał swoje uprawnienia. Jako funkcjonariusz publiczny odpowiadał za nadzór nad inwestycjami – kontrolował kierowników budów i inwestorów. Jednocześnie – łamiąc Prawo Budowlane – przyjmował zlecenia na pełnienie funkcji kierownika budowy na dokładnie tych samych obiektach. Robił to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, traktując tę nielegalną działalność jako stałe źródło dodatkowych dochodów.
Efekt? Brak rzetelnego, niezależnego nadzoru budowlanego. Obiekty, które teoretycznie powinny być pod czujnym okiem inspektora, de facto pozostawały bez właściwej kontroli – bo ten sam człowiek był i katem, i sędzią.
Materiał dowodowy zgromadzony przez policjantów był na tyle mocny, że Prokuratura Okręgowa w Krośnie wydała postanowienie o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu mężczyzny. 5 marca funkcjonariusze z rzeszowskiego wydziału antykorupcyjnego zatrzymali 49-latka w Sanoku i natychmiast przewieźli go do prokuratury w Krośnie.
Tam usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (art. 231 § 2 k.k. w zw. z art. 228 § 3 k.k. w zw. z art. 64 § 1 k.k.). Prokurator zastosował wobec niego pakiet wolnościowych środków zapobiegawczych:
- poręczenie majątkowe w wysokości 50 000 zł,
- zakaz opuszczania kraju,
- zawieszenie w czynnościach służbowych,
- zawieszenie w wykonywaniu zawodu Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego,
- zakaz kontaktowania się z określonymi osobami.
Za zarzucane przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.
Sprawa rzuca nowe światło na patologie w lokalnym nadzorze budowlanym. Gdy inspektor staje się jednocześnie kontrolowanym i kontrolującym – na własne zlecenie – cierpi przede wszystkim bezpieczeństwo inwestycji i interes publiczny. Śledztwo wciąż trwa, a prokuratura nie wyklucza kolejnych wątków i osób zamieszanych w proceder.