Świat"Importujmy młode kobiety z Wietnamu lub Sri Lanki" – słowa urzędnika wywołały burzę w Korei Południowej

"Importujmy młode kobiety z Wietnamu lub Sri Lanki" – słowa urzędnika wywołały burzę w Korei Południowej

Kim Hee-soo, przewodniczący południowego okręgu Jindo w prowincji Jeolla Południowa, został wydalony z rządzącej Partii Demokratycznej po tym, jak publicznie zaproponował "importowanie młodych kobiet" z Wietnamu lub Sri Lanki, by rozwiązać problem dramatycznie niskiego przyrostu naturalnego na koreańskiej wsi. Wypowiedź, która padła podczas otwartego spotkania z mieszkańcami, wywołała międzynarodowy skandal, protesty dyplomatyczne i falę oburzenia społecznego.

pixabay
pixabay
Źródło zdjęć: © pixabay | redakcja ipolska24.pl

Podczas zeszłotygodniowego spotkania transmitowanego przez lokalną telewizję Kim stwierdził, że rozwiązaniem kryzysu demograficznego na prowincji byłoby "wydawanie za mąż" zagranicznych kobiet za samotnych młodych mężczyzn z terenów wiejskich. "Kobiety z Wietnamu czy Sri Lanki mogłyby pomóc" – powiedział, dodając, że chodzi o poprawę sytuacji demograficznej.

Korea Południowa od lat notuje najniższy na świecie współczynnik dzietności (w 2025 r. zaledwie 0,72 dziecka na kobietę), co grozi spadkiem populacji o połowę w ciągu najbliższych 60–70 lat. Problem jest szczególnie dotkliwy na prowincji, gdzie młodzi mężczyźni zostają bez partnerek, a młode kobiety masowo wyjeżdżają do miast.

Wypowiedź Kima została odebrana jako przedmiotowe traktowanie kobiet i rasistowski stereotyp. Ambasada Wietnamu w Seulu wydała ostre oświadczenie na Facebooku: "To nie tylko niestosowne słowa, ale postawa lekceważąca kobiety migrujące i mniejszości etniczne". Wietnam jest jednym z największych źródeł zagranicznych żon dla Koreańczyków – w kraju żyje ponad 170 tys. Wietnamek w związkach z Koreańczykami, a wiele z nich skarży się na dyskryminację i przemoc.

Władze prowincji Jeolla Południowa wydały oficjalne przeprosiny, określając słowa Kima jako "głęboko raniące Wietnamczyków i kobiety". Sam Kim próbował ratować sytuację, tłumacząc, że chciał jedynie zwrócić uwagę na kryzys demograficzny wsi, a język był "niestosowny". Przeprosiny nie pomogły – rada najwyższa Partii Demokratycznej jednogłośnie wydaliła go z partii.

We wtorek aktywiści praw kobiet i migrantów planują protest przed urzędem hrabstwa Jindo. Organizacje pozarządowe i feministki podkreślają, że problem niskiej dzietności nie rozwiąże się "importem żon", lecz realnym wsparciem dla rodzin, równością płci, dostępnymi żłobkami i polityką prorodzinną – a nie traktowaniem kobiet jak towaru.

Kontrowersja pokazuje, jak desperackie stały się próby ratowania demografii w Korei Południowej – i jak bardzo wciąż brakuje wrażliwości na prawa kobiet i migrantów. Czy słowa Kima to jednostkowy lapsus, czy odbicie szerszego sposobu myślenia części elit? Odpowiedź przyniesie najbliższy czas.

Wybrane dla Ciebie