Gigantyczne tsunami na Alasce. Fala wyższa niż Wieża Eiffla mogła zabić tysiące turystów

To jedno z najbardziej niezwykłych i zarazem przerażających zjawisk naturalnych ostatnich lat. W sierpniu ubiegłego roku w fiordzie Tracy Arm na Alasce doszło do gigantycznego osuwiska, które wywołało mega tsunami o wysokości aż 481 metrów. Naukowcy alarmują dziś, że katastrofa była niemal tragedią na masową skalę — a wszystko wydarzyło się w miejscu regularnie odwiedzanym przez statki wycieczkowe.

alaskaalaska
Źródło zdjęć: © poxabay

Do katastrofy doszło 10 sierpnia 2025 roku w południowo-wschodniej części Alaska, w pobliżu lodowca South Sawyer Glacier. Ze stromego zbocza oderwało się około 64 milionów metrów sześciennych skał i lodu. Ogromna masa runęła z wysokości niemal kilometra prosto do wód fiordu Tracy Arm, wywołując potężną falę. Według badań opublikowanych w prestiżowym czasopiśmie "Science" było to drugie najwyższe tsunami w historii pomiarów.

Fala osiągnęła wysokość 481 metrów, czyli znacznie więcej niż mierzy Wieża Eiffla. Siła uderzenia była tak ogromna, że woda zrywała drzewa i roślinność z pionowych ścian fiordu, pozostawiając nagie skały. Sejsmografy na całym świecie zarejestrowały drgania odpowiadające trzęsieniu ziemi o magnitudzie 5,4.

Naukowcy podkreślają, że katastrofa była bezpośrednio związana ze zmianami klimatycznymi. Cofający się lodowiec przez lata stabilizował zbocze góry. Kiedy lód stopniał, skały straciły naturalne podparcie i doszło do gigantycznego osunięcia. Badacze ostrzegają, że podobnych zagrożeń będzie coraz więcej, szczególnie w regionach polarnych i fiordowych.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, jak niewiele brakowało do tragedii z udziałem turystów. Tracy Arm to jedna z najpopularniejszych tras wycieczkowych na Alasce. Każdego dnia w sezonie wpływają tam statki z tysiącami pasażerów. Tym razem katastrofa wydarzyła się około godziny 5:30 rano, zanim do fiordu wpłynęły jednostki turystyczne. Zaledwie kilka godzin później w rejonie miały pojawić się dwa statki wycieczkowe z setkami osób na pokładach.

Świadkowie znajdujący się kilkadziesiąt kilometrów od miejsca katastrofy relacjonowali nagłe podnoszenie się poziomu wody oraz silne fale, które zmyły sprzęt kajakarzy biwakujących w okolicy. Na szczęście nikt nie zginął, choć eksperci mówią dziś wprost o "cudzie" i "katastrofie, której udało się uniknąć".

Po publikacji wyników badań część armatorów zdecydowała o zmianie tras rejsów na Alasce. Niektóre linie wycieczkowe całkowicie zrezygnowały z odwiedzania Tracy Arm z powodu obaw o kolejne osuwiska i lokalne tsunami.

Eksperci ostrzegają, że mega tsunami tego typu mogą pojawiać się częściej wraz z postępującym topnieniem lodowców. Regiony dotąd uznawane za bezpieczne zaczynają stawać się strefami podwyższonego ryzyka. W ocenie badaczy wydarzenie na Alasce powinno być sygnałem alarmowym dla branży turystycznej i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w rejonach fiordów.

Wybrane dla Ciebie