ŚwiatGenewa na krawędzi: USA i Iran siadają do stołu, ale Trump trzyma palec na spuście

Genewa na krawędzi: USA i Iran siadają do stołu, ale Trump trzyma palec na spuście

W czwartek 26 lutego 2026 roku w Genewie rozpoczyna się trzecia runda pośrednich rozmów amerykańsko-irańskich – ostatnia, zdaniem wielu analityków, realna szansa na uniknięcie otwartego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Delegacje spotkają się w tym samym hotelu, w którym w styczniu i na początku lutego Oman pośredniczył w dwóch poprzednich rundach.

usa
usa
Źródło zdjęć: © pixabay | redakcja ipolska24.pl

Po stronie irańskiej negocjacje prowadzi minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi. Stany Zjednoczone reprezentują specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz Jared Kushner – zięć prezydenta Trumpa, który ponownie wrócił do roli kluczowego gracza w polityce bliskowschodniej.

Tłem rozmów jest bezprecedensowa koncentracja sił USA w regionie – największa od czasów inwazji na Irak w 2003 roku. W ostatnich tygodniach Pentagon przerzucił do Zatoki Perskiej i na Morze Arabskie dwa lotniskowce, dziesiątki okrętów wojennych, setki myśliwców oraz samolotów tankujących i transportowych. Trump nazwał tę flotę "armadą", która ma "dać Iranowi do myślenia".

Prezydent w swoim orędziu o stanie państwa (25 lutego) powtórzył groźbę: jeśli Teheran nie zgodzi się na "prawdziwe, weryfikowalne i trwałe ograniczenia programu nuklearnego", USA "nie zawahają się przed użyciem siły". Jednocześnie podkreślił, że wolałby rozwiązanie dyplomatyczne – pod warunkiem usłyszenia od Iranu "tych czarodziejskich słów: nigdy nie będziemy mieć broni jądrowej".

Iran odpowiada półsłówkami. Araghchi napisał na platformie X kilka godzin przed orędziem Trumpa: "Iran w żadnym wypadku nie będzie rozwijał broni jądrowej. Istnieje historyczna szansa na bezprecedensowe porozumienie, które uwzględni obawy obu stron i posłuży wspólnym interesom". To najbardziej otwarta deklaracja pokojowego charakteru programu od wielu miesięcy – choć wciąż bez konkretów.

Co jest na stole?

  • propozycja utworzenia regionalnego konsorcjum ds. wzbogacania uranu (powtarzana od 2015 roku),
  • zagospodarowanie irańskich zapasów wysoko wzbogaconego uranu (ok. 400 kg),
  • częściowe zniesienie sankcji w zamian za weryfikowalny limit wzbogacania do 3,67–5% i wzmocniony nadzór MAEA.

Iran odrzuca jednak jakiekolwiek rozmowy o ograniczeniu programu rakiet balistycznych oraz o zakończeniu wsparcia dla "Osi Oporu" (Hezbollah, Huti, milicje irackie, Hamas). To czerwona linia Teheranu.

Trump nie precyzuje, czego dokładnie żąda – poza hasłem "nigdy nie będziemy mieli broni jądrowej". Amerykańskie media, powołując się na źródła w Białym Domu, donoszą o rozważaniu "ograniczonego uderzenia" na obiekty Straży Rewolucyjnej lub pozostałości infrastruktury nuklearnej – jeszcze przed końcem rozmów w Genewie. Inna opcja, według anonimowych informatorów, to kampania powietrzna na skalę wystarczającą do destabilizacji reżimu i obalenia ajatollaha Alego Chameneiego.

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Dan Caine miał ostrzegać prezydenta, że nawet ograniczony atak niesie ryzyko długotrwałego konfliktu i odwetu na amerykańskie bazy w regionie. Trump publicznie stwierdził jednak, że generał uważa taki konflikt za "łatwy do wygrania".

Izrael patrzy z niepokojem. Premier Benjamin Netanjahu – po niedawnej wizycie w Białym Domu – ostrzega, że jakiekolwiek porozumienie bez ograniczenia irańskich rakiet i likwidacji wpływów proksi w regionie byłoby "historycznym błędem". Część izraelskich analityków uważa, że Netanjahu lobbuje za scenariuszem zmiany reżimu w Teheranie.

Przed orędziem sekretarz stanu Marco Rubio przeprowadził tajny briefing dla tzw. "bandy ośmiu" (liderzy obu partii w Kongresie oraz szefowie komisji ds. wywiadu). Po spotkaniu Chuck Schumer (lider demokratów w Senacie) powiedział krótko: "To bardzo poważna sprawa. Administracja musi przedstawić Amerykanom jasne argumenty".

Genewa może przynieść przełom – albo stać się ostatnim przystankiem przed eskalacją, której skutki odczuje cały Bliski Wschód. Na stole leży nie tylko przyszłość irańskiego programu nuklearnego, ale także to, czy administracja Trumpa wybierze dyplomację, czy – jak zapowiada – "siłę, której nikt nie chce zobaczyć".

usairantrump

Wybrane dla Ciebie