"Europa na krawędzi – Trump wstrząsa sojuszem transatlantyckim przed Monachium"
Rok po wstrząsającym przemówieniu wiceprezydenta J.D. Vance’a na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, w którym nazwał największe zagrożenie dla Europy "wewnętrznym", porządek świata Trumpa wisi nad kontynentem jak miecz Damoklesa. W przededniu kolejnej edycji konferencji (rozpoczynającej się w tym tygodniu) Europa zadaje sobie jedno kluczowe pytanie: czy Artykuł 5 NATO jeszcze obowiązuje – i czy Stany Zjednoczone naprawdę przyjdą z pomocą w razie ataku?
Minęło dokładnie 365 dni od chwili, gdy Vance publicznie oskarżył Europę o autodestrukcyjną politykę migracyjną i ograniczenia wolności słowa. Od tamtej pory administracja Trumpa dokonała radykalnych zmian: nałożyła cła na sojuszników, przeprowadziła kontrowersyjny nalot na Wenezuelę, naciskała na pokój na Ukrainie na warunkach korzystnych dla Moskwy i – co najbardziej wstrząsnęło Europą – otwarcie żądała, by Grenlandia (autonomiczne terytorium Danii) znalazła się "w rękach USA", nie wykluczając nawet użycia siły.
Najnowsza Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSS) z końca 2025 roku wezwała Europę do "stanięcia na własnych nogach" i wzięcia "głównej odpowiedzialności za własną obronę". Dokument nazywa europejską politykę migracyjną zagrożeniem "wymazania cywilizacyjnego", a jednocześnie promuje "kultywowanie oporu wobec obecnej trajektorii Europy" w jej własnych społeczeństwach. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) określiło ten tekst jako "prawdziwy, bolesny i szokujący sygnał ostrzegawczy dla Europy" oraz "moment głębokiej rozbieżności".
Sir Alex Younger, były szef MI6 (2014–2020), w rozmowie z BBC stwierdził: "Sojusz transatlantycki nie wróci do dawnej formy, ale nie jest zerwany. Wciąż czerpiemy ogromne korzyści z relacji wywiadowczych i wojskowych z Ameryką". Jednocześnie przyznał, że Trump miał rację w jednej sprawie: "Europa licząca 500 milionów ludzi wymaga od 300-milionowych Stanów radzenia sobie z 140-milionową Rosją. To jest niesprawiedliwe. Europa musi wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własną obronę".
Kryzys wokół Grenlandii – choć na razie zażegnany – pozostawił trwały ślad. Gdy Trump mówił o "konieczności posiadania Grenlandii" dla bezpieczeństwa USA, premier Danii ostrzegł, że jakiekolwiek wrogie przejęcie oznaczałoby koniec NATO po 77 latach istnienia.
Tegoroczna konferencja w Monachium zapowiada się na jedną z najważniejszych od upadku ZSRR. Delegacji USA przewodniczy sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio, a wśród gości jest ponad 50 światowych przywódców. W tle narastają pytania o przyszłość Artykułu 5 – gwarancji kolektywnej obrony. Hipotetyczny scenariusz "testu narwskiego" (rosyjski atak na estońską Narwę zamieszkaną głównie przez Rosjan) lub próba zajęcia Przesmyku Suwalskiego budzi dziś realny niepokój: czy Waszyngton naprawdę ruszy na pomoc?
Tobias Bunde, dyrektor ds. badań Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, w przedkonferencyjnym raporcie stwierdza: "Za rządów Trumpa trzy filary powojennej strategii USA – wiara w instytucje wielostronne, integrację gospodarczą oraz przekonanie, że demokracja to strategiczny atut – zostały osłabione lub zakwestionowane".
Europa stoi przed dylematem: z jednej strony nie może pozwolić sobie na rozpad sojuszu transatlantyckiego, z drugiej – musi przygotować się na świat, w którym Stany Zjednoczone nie będą już automatycznym gwarantem jej bezpieczeństwa. Czy Monachium 2026 przyniesie jasne odpowiedzi, czy tylko kolejne niepewne deklaracje? Najbliższe dni pokażą.