Miał drgawki. Szybko wybiegliśmy ze sklepu i akurat byli policjanci – relacjonowała Justyna, matka Antoniego. Przejeżdżający obok supermarketu patrol policji zawiózł duszące się dziecko i rodziców do szpitala. Ostatnie metry sierżant Łukasz Płonka pokonał biegiem, z Antonim na rękach.
Okazało się, że ratunek przyszedł w samą porę. Chłopiec był w ciężkim stanie.
Reakcja była bardzo szybka. A przy tego typu chorobie, czas dotarcia do szpitala jest bardzo ważny - stwierdziła pediatra Marzena Stupieńko ze szpitala w Sulęcinie.
Dziecku podano tlen. Dopiero dokładne badania wyjaśnią przyczynę zapaści.