Biskup wskazała na osoby, które wykonują prace fizyczne w USA, takie jak rolnicy, sprzątacze czy pracownicy szpitali, i które – choć nie zawsze mają odpowiednie dokumenty – nie są przestępcami. Zwróciła się do Trumpa z prośbą o "litość" dla rodzin, które obawiają się rozdzielenia przez władze imigracyjne oraz o pomoc dla osób uciekających przed wojną i prześladowaniami. Zacytowała także biblijne nauki o gościnności wobec obcych, apelując o współczucie i zrozumienie.
Trump, który był obecny na nabożeństwie, po zakończeniu homilii nie krył swojej krytyki. W rozmowie z dziennikarzami wyraził niezadowolenie z przebiegu ceremonii, stwierdzając, że "to nabożeństwo nie było dobre" i że "mogli zrobić to lepiej". Prezydent USA, który w swoich pierwszych dniach urzędowania podpisał rozporządzenia ograniczające przyjmowanie uchodźców oraz rezygnację z polityki promowania różnorodności, nie odpowiedział na apel biskup Budde.
Sytuacja ta stała się tematem szerokiej debaty, w której polityczne i religijne różnice spotkały się w kontrowersyjnej kwestii traktowania mniejszości i osób imigrantów w Stanach Zjednoczonych.