5000 dolarów za głos? Trump obiecuje "dywidendę" każdemu dorosłemu Amerykaninowi – pod jednym warunkiem

Donald Trump nie prowadzi kampanii według podręcznika. Nawet jak na jego standardy zapowiedź z Dallas była jednak wyjątkowa: jeśli Republikanie utrzymają w listopadzie Izbę Reprezentantów i Senat, każdy dorosły obywatel USA ma dostać 5000 dolarów.

TrumpTrump
Źródło zdjęć: © unflasch | redakcja ipolska24.pl

Obietnica padła nie na początku, lecz około godziny po starcie długiego przemówienia inaugurującego konwencję Partii Republikańskiej przed wyborami uzupełniającymi. Publiczność na arenie w Teksasie zareagowała aplauzem. Szczegółów finansowania i dystrybucji prezydent nie podał. Koszt takiego programu szacuje się na ponad bilion dolarów.

Biały Dom ograniczył się do ogólnikowej formuły, że to kolejny dowód, iż Trump "działa na rzecz narodu amerykańskiego", mimo że – jak twierdzi – eksperci uważają to za niemożliwe. Mechanizmu wdrożenia nie wyjaśniono.

Wśród twardych zwolenników entuzjazm był wyraźny. Inaczej zareagowała część partii, która w listopadzie musi przekonać umiarkowanych Republikanów i niezależnych. Wielu prominentnych polityków GOP w Dallas po prostu nie było. Niektórzy przyjęli zapowiedź przychylnie, inni – zwłaszcza fiskalni konserwatyści – ostro ją skrytykowali.

Reprezentant Thomas Massie z Kentucky napisał na X, że obraża go myśl, iż jego głos można kupić za 5 tysięcy dolarów – i dodał sarkastycznie, że przy inflacji, jaką by to wywołało, "z czystym sumieniem" nie przyjąłby mniej niż 10 tysięcy. Senator Susan Collins, która zamiast konwencji prowadziła kampanię w Maine, podkreśliła, że podatki i wydatki powinny wynikać z potrzeb kraju i stanu gospodarki, a nie z wyniku wyborów.

Demokraci nazwali to pustą obietnicą. Eksperci prawni wskazują, że tak wielkiej kwoty trudno byłoby uruchomić rozporządzeniem wykonawczym. Trump w rozmowie z CBS zasugerował, że Kongres nie musi tego zatwierdzać – po czym dodał, że "zrobi to, jeśli będzie trzeba". Wielu republikanów o twardych poglądach budżetowych raczej nie poparłoby takiego wydatku. Były kongresmen Bob Good określił "dywidendę Trumpa" jako socjalistyczny sposób kupowania głosów.

To nie pierwsza gotówkowa zapowiedź prezydenta. Amerykanie wciąż czekają na czeki po 2000 dolarów z dochodów z ceł. Nie zmaterializowały się też wypłaty po 5000 dolarów, które Elon Musk wiązał z oszczędnościami DOGE. Trump zrealizował natomiast "Trump saving accounts" z rządowym wkładem 1000 dolarów dla dzieci urodzonych w trakcie kadencji oraz jednorazowe 1776 dolarów dla żołnierzy z okazji 250. rocznicy USA.

Na niespełna dwa miesiące przed głosowaniem partia rządząca tradycyjnie ma pod górkę. Wybory uzupełniające bywają referendum wobec urzędującego prezydenta, a sondaże dla Trumpa są słabe. Wojna z Iranem traci poparcie, ceny paliw dają się we znaki, a koszt życia pozostaje dla wyborców tematem numer jeden – mimo że inflacja spadła względem szczytu z kadencji Bidena.

Czy nagła deklaracja, ogłoszona zanim usłyszeli o niej nawet bliscy sojusznicy, zdradza nerwowość? Możliwe. Jednocześnie cały polityczny sukces Trumpa opiera się na łamaniu norm. Ten manewr zadziała tylko wtedy, gdy wyborcy uwierzą, że pieniądze naprawdę trafią na konta.

Wybrane dla Ciebie