Sąd w Sion (kanton Valais) zdecydował o zwolnieniu 40-letniego Francuza za kaucją 20 stycznia. Moretti usłyszał zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci wielu osób, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz wywołania pożaru przez niedbalstwo. Sąd nałożył na niego obowiązek regularnego stawiania się na komisariacie oraz odebrał paszport i inne dokumenty tożsamości.
Jego żona Jessica, współwłaścicielka lokalu, wcześniej objęta była aresztem domowym – również odpowiada za te same zarzuty.
Szwajcarskie media szybko ustaliły, że małżeństwo Morettich praktycznie nie dysponowało żadnymi oszczędnościami – na ich koncie było zaledwie 493 franki. Pojawiło się więc pytanie: kto wpłacił rekordowo wysoką kaucję?
Włoska "La Repubblica" twierdzi, że pieniądze pochodzą od anonimowego milionera z Genewy. Według gazety przelew został wykonany z konta w Dubaju. Dziennikarze nie ujawnili nazwiska osoby, która miała sfinansować kaucję, ale podkreślają, że trop prowadzi do wpływowego środowiska finansowego Genewy.
Do tej pory ani adwokat Morettiego, ani prokuratura w Valais nie potwierdziły ani nie zdementowały doniesień o genewsko-dubajskim źródle środków. Sprawa budzi coraz większe kontrowersje – rodziny ofiar i opinia publiczna pytają, czy tak wysoka kaucja nie jest w istocie formą ukrytego wykupu wolności dla człowieka, którego zaniedbania doprowadziły do największej tragedii pożarowej w Szwajcarii od kilkudziesięciu lat.
Śledztwo w sprawie pożaru trwa. Eksperci wciąż badają nagrania, zeznania świadków i stan techniczny instalacji elektrycznej oraz systemów przeciwpożarowych w lokalu. Ostateczne wnioski mogą zaważyć na wysokości ewentualnych kar – Morettim i jego żonie grozi nawet dożywocie, jeśli sąd uzna, że ich zaniedbania miały charakter rażący i umyślny.