Restaurator przyznał się do dodawania mrówek do sorbetów w ramach 15-daniowego menu degustacyjnego. Jak tłumaczył, goście byli informowani o tym dodatku i mogli wybrać inną dekorację. Mrówki sprowadzano z USA i Tajlandii – przez cztery lata w lokalu zużyto ich aż 49 tysięcy.
Szef kuchni argumentował, że tego typu składniki są legalnie serwowane w renomowanych restauracjach w Australii, Danii czy Wielkiej Brytanii, a w wielu krajach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej mrówki uchodzą za prawdziwy przysmak.
Prawo jest bezwzględne
W Korei Południowej sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Przepisy dopuszczają do spożycia jedynie 10 gatunków owadów (m.in. koniki polne, szarańczę i świerszcze). Mrówki nie znajdują się na tej liście.
Dodatkowo badania laboratoryjne wykazały, że używane w restauracji owady zawierały nawet 55 razy więcej metali ciężkich niż dopuszczalne normy dla jadalnych insektów. Dla prokuratury i Ministerstwa ds. Bezpieczeństwa Żywności i Leków to kluczowy argument – nie chodzi tylko o formalne złamanie przepisów, ale przede wszystkim o zagrożenie dla zdrowia gości.
Restauratorowi grozi rok więzienia oraz grzywna w wysokości 20 milionów wonów (ponad 50 tys. zł).
Wyrok w tej nietypowej sprawie ma zapaść 2 września.
Gwiazdkowa restauracja w ogniu krytyki
Lokal należy do elitarnego grona zaledwie dziesięciu restauracji w Seulu z dwiema gwiazdkami Michelina – oznaczeniem przyznawanym za "wybitną kuchnię, dla której warto zboczyć z trasy". Sprawa pokazuje, jak daleko może posunąć się kulinarna innowacja, gdy zderza się z surowymi przepisami sanitarnymi i żywnościowymi.
Czy będzie to koniec odważnych eksperymentów w kuchni, czy tylko kosztowna lekcja dla restauratora?