Sylwester, który zamienił się w tragedię. Rodzina ofiary ujawnia kulisy pożaru w szwajcarskim barze
Nowe fakty wychodzą na jaw w sprawie tragicznego pożaru, do którego doszło w sylwestrową noc w szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana. Jak twierdzi rodzina jednej z ofiar, 24-letnia pracownica baru nie została przeszkolona w zakresie bezpieczeństwa i nie miała świadomości zagrożenia, jakie stwarzał sufit lokalu.
Cyane Panine zginęła w pożarze, który wybuchł w barze Le Constellation. Młoda kobieta została rozpoznana na nagraniach krążących w mediach społecznościowych – miała na sobie kask ochronny i trzymała butelkę szampana z zapaloną fontanną iskier w momencie, gdy ogień zajął sufit. W całym zdarzeniu zginęło 40 osób, a 116 zostało rannych.
Rodzina ofiary, reprezentowana przez adwokatkę Sophie Haenni, podkreśla, że Panine nie była kelnerką obsługującą gości tej nocy. Została poproszona o pomoc przy obsłudze klientów w związku z ogromnym zainteresowaniem zamówieniami alkoholu. – Po prostu wykonywała polecenia przełożonych, robiła to w obecności menedżerki lokalu i nie została poinformowana o żadnym ryzyku – przekazała prawniczka w oświadczeniu.
Według pełnomocników rodziny, pracownica nie przeszła żadnego szkolenia z zakresu bezpieczeństwa, a konstrukcja sufitu – wykonana z łatwopalnych materiałów dźwiękochłonnych – stanowiła poważne zagrożenie. – Gdyby przestrzegano norm bezpieczeństwa i przeprowadzano obowiązkowe kontrole, tej tragedii można było uniknąć – zaznacza Haenni, określając Cyane Panine jednoznacznie jako ofiarę systemowych zaniedbań.
Z ustaleń śledczych wynika, że pożar został najprawdopodobniej wywołany przez iskry z fontann pirotechnicznych, które zapaliły piankę izolacyjną na suficie. Co istotne, lokal nie przechodził obowiązkowych kontroli bezpieczeństwa przez pięć lat.
Właściciele baru, Jacques i Jessica Moretti, usłyszeli zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, obrażeń ciała oraz pożaru. Jessica Moretti decyzją sądu została objęta zakazem opuszczania kraju i musi codziennie zgłaszać się na policję, oddając wcześniej paszport. Jej mąż, Jacques Moretti, trafił do aresztu tymczasowego na okres co najmniej 90 dni. Prokuratura uznała, że istnieje ryzyko ucieczki.
W reakcji na tragedię władze kantonu Valais wprowadziły całkowity zakaz używania urządzeń pirotechnicznych we wszystkich zamkniętych obiektach publicznych. Zapowiedziano również wypłatę jednorazowego wsparcia finansowego w wysokości 10 tysięcy franków szwajcarskich dla każdej z ofiar, a także utworzenie specjalnego funduszu pomocowego.
Rodzina Cyane Panine podkreśla, że młoda kobieta czuła się przeciążona obowiązkami i brakowało jej wsparcia ze strony pracodawców. – Stracili córkę i siostrę. Osobę pełną życia, empatii i planów – napisano w oświadczeniu.
Tragedia w Crans-Montana stała się jednym z najczarniejszych rozdziałów w historii noworocznych imprez w Europie i ponownie wywołała debatę o bezpieczeństwie w lokalach rozrywkowych, presji na pracowników sezonowych oraz odpowiedzialności właścicieli za życie ludzi powierzonych ich decyzjom.