ŚwiatPłonące meble i okrzyki "wolność". Na Kubie tłum splądrował siedzibę partii komunistycznej – desperacja z powodu blackoutów wybucha

Płonące meble i okrzyki "wolność". Na Kubie tłum splądrował siedzibę partii komunistycznej – desperacja z powodu blackoutów wybucha

W nocy z piątku na sobotę 14 marca 2026 roku w mieście Morón (prowincja Ciego de Ávila) doszło do rzadkiego aktu otwartego buntu. Po pokojowym wiecu przeciwko galopującym cenom żywności i wielogodzinnym przerwom w dostawach prądu, niewielka grupa demonstrantów wtargnęła do lokalnej siedziby Komunistycznej Partii Kuby. Budynek został zdewastowany – meble wyniesiono na ulicę i podpalono, dokumenty i symbole reżimu poleciały w ogień. W mediach społecznościowych krążą nagrania pokazujące płonące barykady i skandowane hasła "wolność".

Kuba
Kuba
Źródło zdjęć: © zdjecie AI | redakcja ipolska24.pl

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Minint) potwierdziło aresztowanie pięciu osób za "akty wandalizmu". Według państwowej gazety Invasor demonstracja początkowo przebiegała spokojnie, ale po starciach z władzami przerodziła się w demolowanie budynku partii oraz ataki na pobliskie instytucje państwowe – aptekę i targowisko. W niektórych relacjach pojawiają się doniesienia o użyciu broni przez siły porządkowe.

Prezydent Miguel Díaz-Canel, komentując zajścia na platformie X, przyznał, że skargi na blackouty i niedobory są "uzasadnione" i wywołują zrozumiały niepokój. Jednocześnie stanowczo potępił przemoc i wandalizm, obwiniając za kryzys "okrutnie nasiloną blokadę energetyczną" USA. Podkreślił, że od trzech miesięcy na wyspę nie dotarła żadna ropa naftowa.

Sytuacja energetyczna Kuby jest dramatyczna. Wyspa, która w 40% produkuje własne paliwo, w ogromnej mierze polega na imporcie – wcześniej głównie z Wenezueli. Po styczniowym obaleniu Nicolása Maduro przez siły wspierane przez USA, dostawy wenezuelskiej ropy praktycznie ustały. Administracja Donalda Trumpa dodatkowo zablokowała alternatywne źródła, grożąc cłami każdemu krajowi, który sprzeda surowiec Hawanie. W efekcie przerwy w dostawach prądu w Hawanie sięgają nawet 15 godzin na dobę, a w całym kraju paraliżują transport, wywóz śmieci, szpitale i szkoły.

Kilka godzin przed zajściami w Morón Díaz-Canel ujawnił, że trwają rozmowy z administracją Trumpa w sprawie "rozwiązań poprzez dialog". To pierwsza taka publiczna informacja od lat – Kuba zgodziła się nawet na uwolnienie części więźniów politycznych. Trump z kolei nie ukrywa ambicji: w poniedziałek stwierdził, że Kuba jest "w poważnych tarapatach" i zasugerował możliwość "przyjaznego przejęcia" wyspy.

Protesty w Morón wpisują się w szerszy trend narastającego niezadowolenia. W ostatnich tygodniach Kubańczycy masowo walą w garnki i patelnie po zmroku, a w zeszłym tygodniu studenci Uniwersytetu w Hawanie wyszli na ulice, domagając się normalnych zajęć. Choć konstytucja z 2019 roku formalnie gwarantuje prawo do demonstracji, mechanizmy jego realizacji tkwią w zamrażarce.

Na razie władze wysyłają "wyspecjalizowane siły" do wyjaśnienia zajść. Jednak przy gasnących światłach i pustych półkach gniew społeczny może szybko przerodzić się w coś więcej niż pojedyncze incydenty. Kuba stoi na krawędzi – i tym razem nie chodzi tylko o prąd.

Wybrane dla Ciebie