Ogień pojawił się w czwartek wieczorem w Lokvie Rogoznicy, położonej na wybrzeżu Adriatyku. Warunki atmosferyczne sprawiły, że sytuacja szybko stała się niebezpieczna. Wiatr rozdmuchiwał płomienie i kierował je w stronę zabudowanych terenów oraz Omiša.
W nocy zagrożenie dotarło bezpośrednio do miasta. Strażacy koncentrowali się nie tylko na powstrzymywaniu frontu pożaru, ale również na zabezpieczaniu budynków. Wodą polewano dachy, by zapobiec przenoszeniu się ognia na kolejne obiekty.
Żywioł spowodował także zniszczenia infrastruktury. Spłonęły duże stalowe zabezpieczenia chroniące zabudowania przed spadającymi ze zboczy skałami. W części Omiša mieszkańcy zostali pozbawieni energii elektrycznej.
Wraz ze zbliżaniem się ognia służby rozpoczęły ewakuację zagrożonych terenów. Mieszkańcy i wypoczywający w Lokvie Rogoznicy turyści byli kierowani między innymi do Omiša. Dla osób, które nie mogły wrócić do swoich domów, hoteli czy apartamentów, udostępniono halę sportową.
Do zabezpieczenia operacji skierowano również jednostkę chorwackiej marynarki wojennej, która pozostawała w gotowości do pomocy przy ewakuacji od strony morza.
Według informacji przekazanych przez szefa chorwackiej straży pożarnej Slavka Tucakovicia w związku z pożarem obrażenia odniosło 19 osób. Stan około dziesięciu z nich określano jako poważniejszy. Poszkodowanych przetransportowano do Splitu.
Skala nocnej mobilizacji służb była ogromna. Z żywiołem walczyło 286 strażaków, którzy mieli do dyspozycji 93 pojazdy. Do działań włączono również samoloty gaśnicze Canadair.
Nad ranem sytuacja w bezpośrednim sąsiedztwie Omiša zaczęła się poprawiać. Strażakom udało się zatrzymać rozprzestrzenianie ognia w kierunku miasta. W Lokvie Rogoznicy oraz Mimicach nie obserwowano już otwartych płomieni, choć nad terenem nadal unosił się dym. Aktywny pozostawał natomiast pożar na północno-zachodnim zboczu, jednak jego intensywność była już mniejsza.
Żywioł sparaliżował także ruch na jednej z najważniejszych tras biegnących wzdłuż chorwackiego wybrzeża. Zamknięto fragment Jadranskiej magistrali pomiędzy Stanići i Medići, a samochody kierowano objazdem przez autostradę A1.
Część samolotów gaśniczych pracujących początkowo nad rejonem Omiša została później skierowana na półwysep Pelješac, gdzie również trwała walka z pożarami i sytuacja wymagała dodatkowego wsparcia.
Chorwacja, podobnie jak inne państwa południowej Europy, zmaga się tego lata z warunkami sprzyjającymi gwałtownemu rozwojowi pożarów. Długotrwałe upały, wysuszona roślinność i silny wiatr powodują, że nawet niewielkie zarzewie ognia może w krótkim czasie zagrozić miejscowościom, infrastrukturze i tysiącom osób przebywających w popularnych regionach wypoczynkowych.