Według danych AAA średnia cena oleju napędowego w USA wynosi obecnie około 6,45 dolara za galon. To poziom bliski rekordowi, który został ustanowiony 22 września 2026 roku i wyniósł 6,53 dolara. Dla porównania rok wcześniej diesel kosztował średnio około 3,69 dolara za galon.
Tak gwałtowny wzrost cen jest efektem napiętej sytuacji na światowym rynku paliw. Konflikt z Iranem, ograniczenia w przepływie surowców z Bliskiego Wschodu oraz problemy z dostawami z Rosji i Chin doprowadziły do silnego spadku zapasów paliw destylowanych w USA. EIA prognozuje, że amerykańskie zapasy diesla pozostaną poniżej pięcioletniej średniej jeszcze przez wiele miesięcy.
Trump argumentuje, że zatrzymanie większej części produkcji w kraju zwiększyłoby podaż na rynku wewnętrznym i pozwoliło obniżyć ceny na stacjach. Administracja rozważa także mniej radykalne rozwiązania, w tym dobrowolne ograniczenie eksportu przez największe rafinerie oraz złagodzenie przepisów dotyczących sprzedaży tzw. czerwonego diesla, zwykle przeznaczonego do zastosowań rolniczych i przemysłowych.
USA są jednym z najważniejszych dostawców diesla na świecie
Stany Zjednoczone eksportują ogromne ilości paliw destylowanych. W ostatnich tygodniach czterotygodniowa średnia eksportu przekraczała 1,5 mln baryłek dziennie, a latem chwilowo zbliżała się nawet do 1,8 mln baryłek. EIA
Diesel jest największą pod względem wolumenu kategorią amerykańskiego eksportu paliw transportowych. Znaczna część trafia do Meksyku, państw Ameryki Łacińskiej oraz Europy.
Ewentualne ograniczenie eksportu oznaczałoby więc natychmiastowe zmniejszenie podaży na światowym rynku. Szczególnie mocno mogłyby ucierpieć kraje uzależnione od amerykańskich dostaw, które już teraz zmagają się z wysokimi kosztami transportu i energii.
Eksperci ostrzegają przed efektem domina
Branża paliwowa podchodzi do pomysłu Trumpa sceptycznie. Część analityków zwraca uwagę, że zakaz eksportu mógłby doprowadzić do przepełnienia magazynów na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej i zmusić rafinerie do ograniczenia produkcji.
Reuters informował, że w skrajnym scenariuszu przerób ropy w amerykańskich rafineriach mógłby spaść nawet o kilkanaście procent. To z kolei oznaczałoby mniejszą produkcję nie tylko diesla, ale również benzyny i paliwa lotniczego. W takim przypadku początkowy spadek ceny oleju napędowego mógłby zostać okupiony wzrostem kosztów innych paliw.
Sekretarz energii Chris Wright publicznie ostrzegał, że całkowity zakaz eksportu może być nieskuteczny, a nawet przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Biały Dom wcześniej zaprzeczał doniesieniom o gotowym planie 90-dniowego zakazu, jednak najnowsze wypowiedzi administracji potwierdzają, że różne formy ograniczenia eksportu są nadal analizowane.
Droższy diesel uderza znacznie szerzej niż tylko w kierowców
W Stanach Zjednoczonych olej napędowy ma ogromne znaczenie dla transportu towarowego, rolnictwa, kolei i budownictwa. Dlatego jego cena wpływa nie tylko na koszt tankowania ciężarówek, ale również na ceny żywności, materiałów budowlanych i wielu usług.
Jeśli amerykański eksport zostałby mocno ograniczony, ceny diesla mogłyby wzrosnąć także w Europie i Ameryce Łacińskiej. To z kolei zwiększyłoby koszty transportu i produkcji, wzmacniając presję inflacyjną.
EIA już teraz wskazuje, że światowy rynek paliw destylowanych jest wyjątkowo napięty, a ograniczone dostawy z Bliskiego Wschodu i innych regionów utrzymują ceny na podwyższonym poziomie.
Decyzja Trumpa nie została jeszcze podjęta. Administracja stoi więc przed trudnym wyborem: szybkie działania mogą przynieść politycznie atrakcyjną ulgę kierowcom, ale jednocześnie zaburzyć globalny rynek paliw i w dłuższym terminie pogłębić problemy z podażą.
Właśnie dlatego pomysł zakazu eksportu diesla stał się nie tylko tematem amerykańskiej kampanii politycznej, ale również jednym z najważniejszych pytań dla światowego rynku energii.