Artysta przyznał, że od ponad półtora roku współpracuje z dietetyczką Żanetą Rybak. Jak podkreślił, nie chodzi wyłącznie o jadłospis, lecz o całościowe podejście do zdrowia, obejmujące badania, codzienne wybory, psychikę i styl życia.
– Dieta to nie jest tylko to, że weźmiesz jakieś cudowne pastylki. Wszystko bierze się z głowy – mówił Muniek Staszczyk.
Muzyk przyznał, że przełomowym momentem w jego myśleniu o zdrowiu był przebyty wylew. Jak zaznaczył, rockandrollowy tryb życia, trasy koncertowe, stres i nieregularność nie pozostają bez wpływu na organizm. To doświadczenie sprawiło, że zaczął uważniej patrzeć na to, co znajduje się na jego talerzu i co trafia do sklepowego koszyka.
Staszczyk podkreślał, że proces zmiany nie jest prostą drogą. Zdarzają się sukcesy, ale też gorsze momenty, w których waga ponownie rośnie. Jego zdaniem kluczowe jest jednak to, aby nie traktować pojedynczych potknięć jako porażki przekreślającej cały wysiłek.
– Nie można stawiać sobie od razu Mount Everestu. Trzeba iść małymi krokami, dzień po dniu – mówił.
W rozmowie wielokrotnie powracał temat wytrwałości. Artysta porównał pracę nad zdrowiem do sportu, w którym liczy się nie jednorazowy sukces, ale utrzymanie formy. Jego zdaniem bardzo łatwo zachłysnąć się pierwszymi efektami i uznać, że można wrócić do dawnych przyzwyczajeń. To właśnie wtedy pojawia się ryzyko efektu jojo.
Muniek Staszczyk mówił także o realiach życia koncertowego. W garderobach i hotelach jedzenia zwykle nie brakuje, a oczekiwanie na występ sprzyja podjadaniu. Jak przyznał, jednym z ważnych elementów zmiany było nauczenie się, aby nie sięgać automatycznie po kanapki czy przekąski przed koncertem.
– To są małe rzeczy. Jedna kanapka mniej, jeden koncert bez podjadania. Ale w całym bilansie to robi różnicę – podkreślił.
W rozmowie pojawił się również temat produktów, które mogą pomagać w utrzymaniu regularności między posiłkami. Staszczyk wskazał, że w jego przypadku sprawdzają się koktajle i batony proteinowe, które pomagają uniknąć sięgania po przypadkowe przekąski przed obiadem czy w trasie.
Artysta zaznaczył jednak, że żaden produkt nie zastąpi świadomego podejścia do odżywiania. Najważniejsze pozostają uważność, konsekwencja i zrozumienie własnych mechanizmów. Szczególnie istotne jest, jego zdaniem, czytanie składów, unikanie impulsywnego wrzucania do koszyka słodyczy i świadomość tego, co organizm otrzymuje każdego dnia.
– Pamiętaj, co wrzucasz do koszyka, i pamiętaj, co masz na talerzu – mówił.
Duże znaczenie ma również wsparcie drugiej osoby. Staszczyk przyznał, że samodzielne utrzymanie zmian jest trudne, dlatego ważna jest współpraca z kimś, kto potrafi prowadzić, pytać, modyfikować plan i rozumieć aktualną sytuację życiową.
– Dobry dietetyk to też psycholog. Wie, jak do ciebie dotrzeć, rozumie twoje problemy i potrzeby – zaznaczył.
Muniek Staszczyk podsumował swoją drogę prosto: najważniejsze są głowa, cierpliwość i małe kroki. To one, powtarzane konsekwentnie, mogą realnie przełożyć się na zdrowie, samopoczucie i lepszą jakość życia.