Kościół sprzedał teren za 421 mln zł, mieszkańcy są eksmitowani. Dlaczego prezydent Poznania broni obecnego kursu miasta?
Spór o Osiedle Maltańskie w Poznaniu przestał być lokalnym konfliktem o kilka domów i działek. Dziś to sprawa, w której spotykają się trzy potężne interesy: Kościoła, dewelopera i samorządu. Po drugiej stronie pozostają mieszkańcy, którzy od lat próbują zachować swoje miejsce do życia albo przynajmniej wywalczyć warunki odejścia, które uznają za sprawiedliwe.
Teren Osiedla Maltańskiego, obejmujący około 12 hektarów w atrakcyjnej części Poznania, został sprzedany przez stronę kościelną spółce JHM Development za 421 mln zł. Inwestor zapowiada tam budowę ponad 2 tys. lokali. Jednocześnie na miejscu nadal mieszkają rodziny, a część z nich sprzeciwia się wyprowadzce. Radio Poznań
To właśnie w tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają najnowsze wypowiedzi prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. W Radiu Poznań przekonywał, że gdyby miasto miało wykupić teren i realizować oczekiwania części protestujących, oznaczałoby to wydatek rzędu około pół miliarda złotych, a potem kolejne koszty związane z infrastrukturą i legalizacją istniejącej zabudowy.
Taka argumentacja jest zrozumiała z punktu widzenia finansów samorządu. Prezydent sprowadza problem do pytania: czy miasto powinno wydać setki milionów złotych publicznych pieniędzy na nieruchomość, która należy do prywatnego właściciela?
Ale właśnie tutaj zaczyna się sedno problemu.
Nie tylko pytanie o wykup
Spór o Maltańskie często przedstawiany jest tak, jakby istniały tylko dwa rozwiązania: albo miasto wykupi teren za około 500 mln zł, albo nic więcej nie może zrobić.
To uproszczenie.
Pomiędzy pełnym wykupem nieruchomości a całkowitym pozostawieniem sprawy właścicielowi istnieje cały katalog działań pośrednich: mediacje, program osłonowy, relokacja mieszkańców, długoterminowe umowy najmu, pomoc prawna, negocjacje z deweloperem, dodatkowa pula mieszkań komunalnych czy wypracowanie jednolitych zasad dotyczących przeprowadzek.
Z informacji publikowanych przez Radio Poznań wynika, że część mieszkańców korzystała z oferowanej pomocy, ale nie wszyscy uznają ją za wystarczającą. W przypadku jednej z eksmisji proponowano m.in. sfinansowanie hotelu robotniczego na 12 miesięcy lub lokal wymagający remontu, którego koszty miały zostać pokryte przez stronę kościelną. Radio Poznań
To pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do pytania, czy mieszkańcy chcą pomocy. Spór dotyczy również tego, jak ta pomoc wygląda i czy po kilkudziesięciu latach zamieszkiwania na tym terenie można ją uznać za adekwatną.
Dlaczego Jaśkowiak broni obecnego modelu?
Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie wynika z publicznych wypowiedzi samego prezydenta: chce uniknąć sytuacji, w której skutki prywatnej transakcji zostaną przerzucone finansowo na całe miasto.
W tym sensie jego stanowisko jest konsekwentne. Kościół sprzedał grunt za 421 mln zł, deweloper planuje inwestycję, a miasto nie chce stawać się podmiotem, który za publiczne pieniądze odkupi teren lub przejmie całą odpowiedzialność za rozwiązanie konfliktu.
Tyle że z punktu widzenia opinii publicznej rodzi się inne pytanie: skoro wartość transakcji przekracza 400 mln zł, dlaczego ciężar społecznych skutków całej operacji miałby w dużej części spadać na mieszkańców i system pomocy miejskiej?
To pytanie jest tym bardziej zasadne, że inwestor ma w planach dużą zabudowę mieszkaniową. JHM Development deklaruje, że proces przekształcania terenu ma uwzględniać sytuację osób, które obecnie tam mieszkają. Radio Poznań
Spór coraz bardziej polityczny
Jaśkowiak nie ogranicza się jednak do argumentów finansowych. W publicznych wypowiedziach krytykuje również część aktywistów oraz polityków wspierających mieszkańców, zarzucając im wykorzystywanie sprawy do celów politycznych.
To już drugi poziom konfliktu.
Z jednej strony są mieszkańcy i środowiska, które twierdzą, że miasto jest zbyt bierne. Z drugiej prezydent sugeruje, że część protestów jest elementem politycznej gry.
Problem w tym, że niezależnie od intencji poszczególnych aktywistów realny konflikt społeczny istnieje. Pierwsza eksmisja w sierpniu zakończyła się przepychankami i interwencją policji, a komornik wszedł do lokalu przy oporze protestujących. Radio Poznań
To sprawia, że debata o Maltańskim nie może być redukowana wyłącznie do pytania o polityczne motywacje osób wspierających lokatorów.
Sprawa lokalna, ale problem ogólnopolski
Historia Osiedla Maltańskiego ma znaczenie znacznie szersze niż tylko dla Poznania.
Podobne konflikty będą pojawiać się w innych dużych miastach: atrakcyjny grunt, niejasna lub wieloletnia historia zamieszkania, duży inwestor, rosnąca wartość nieruchomości i mieszkańcy, których obecność staje się przeszkodą dla nowego projektu.
W takich sytuacjach samorząd zawsze będzie musiał odpowiedzieć na to samo pytanie: czy jego rolą jest jedynie pilnowanie prawa i budżetu, czy również aktywne łagodzenie społecznych skutków prywatnych inwestycji.
Jaśkowiak wybiera dziś model ostrożny finansowo i ograniczonej interwencji. Krytycy chcą większego zaangażowania miasta.
Nie da się jednak z publicznie dostępnych informacji uczciwie stwierdzić, że prezydent działa po stronie dewelopera lub Kościoła. Można natomiast powiedzieć, że jego obecne stanowisko w praktyce pozwala, by proces sprzedaży, przeprowadzek i eksmisji postępował bez próby przejęcia przez miasto większej odpowiedzialności za cały konflikt.
I właśnie dlatego sprawa Maltańskiego wykracza dziś poza granice Poznania.
Bo pytanie brzmi już nie tylko: co stanie się z tym jednym osiedlem?
Brzmi raczej: jak daleko powinno sięgać państwo i samorząd, gdy prywatna transakcja za setki milionów złotych zmienia życie całej społeczności?