Katastrofalna powódź na granicy Nepalu i Tybetu. Bilans ofiar przekroczył 1270 osób

Tragiczny bilans powodzi, która w ubiegłym tygodniu uderzyła w pogranicze Nepalu i Tybetu, ponownie wzrósł. Po stronie nepalskiej potwierdzono już 1252 ofiary śmiertelne. W Tybecie zginęło kolejnych 21 osób. Łączna liczba zabitych po obu stronach granicy wynosi co najmniej 1273.

zdjęcia alzdjęcia al
Źródło zdjęć: © zdjęcie Al • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Katastrofa, która dotknęła górskie regiony Nepalu i Tybetu, pozostawiła po sobie ogromne zniszczenia i tysiące rodzin pogrążonych w żałobie. Nepalska agencja odpowiedzialna za zarządzanie kryzysowe poinformowała o kolejnym wzroście liczby ofiar. Wciąż nie udało się ustalić losu ponad czterech tysięcy osób.

Po nepalskiej stronie za zaginione uznaje się obecnie 4216 osób. Ratownicy zdołali natomiast odnaleźć i uratować blisko 12 tysięcy ludzi. W Tybecie, znajdującym się pod kontrolą Chin, potwierdzono 21 zgonów, a 541 osób nadal figuruje jako zaginione.

Rodziny nie mogą pochować swoich bliskich

Skala tragedii sprawia, że dla wielu rodzin dramat nie kończy się wraz z ustąpieniem wody. Do tej pory oficjalnie przekazano bliskim zaledwie 95 ciał ofiar. Pozostałe szczątki są identyfikowane, między innymi za pomocą badań DNA, a część z nich trafia do masowych mogił.

Brak możliwości odnalezienia i pochowania bliskich zmusza rodziny do szukania innych sposobów pożegnania. Niektórzy organizują symboliczne ceremonie pogrzebowe. Podczas takich obrzędów wykorzystywane są kukły wykonywane ze świętej trawy kuśa. W nepalskiej tradycji taki rytuał ma umożliwić duszy zmarłego osiągnięcie spokoju.

Problemy dotyczą również osób, które przeżyły kataklizm. Zniszczeniu uległo ponad 7 tysięcy domów, przez co wiele rodzin nie ma warunków, aby przeprowadzić tradycyjny, 13-dniowy okres żałoby. W Katmandu miejsca przeznaczone dla żałobników są przepełnione. Mimo ustawiania dodatkowych namiotów nie wszystkie rodziny mogą znaleźć tam schronienie.

Brakuje nawet podstawowych produktów

Powódź doprowadziła także do poważnych problemów z codziennym funkcjonowaniem. W niektórych miejscach zaczęło brakować butli z gazem LPG, które są potrzebne mieszkańcom do przygotowywania posiłków.

Jednocześnie w całym kraju pojawiają się inicjatywy pomocowe. Do wsparcia poszkodowanych włączają się między innymi uczniowie, którzy przekazują swoje kieszonkowe rówieśnikom dotkniętym skutkami katastrofy. To jeden z wielu przykładów solidarności społecznej po jednej z najtragiczniejszych powodzi w regionie.

Służby ostrzegają przed kolejnymi powodziami

Mimo ogromnych strat zagrożenie nie minęło. Służby meteorologiczne ostrzegają przed kolejnymi intensywnymi opadami w górnych odcinkach rzek Bhote Koshi i Trishuli. W przypadku gwałtownego wzrostu poziomu wody możliwe są kolejne powodzie błyskawiczne.

Mieszkańcom zagrożonych terenów zaleca się zachowanie szczególnej ostrożności i stosowanie się do poleceń służb.

Według informacji przekazywanych po katastrofie, bezpośrednim impulsem do tragedii było zerwanie fragmentu lodowca. Naukowcy wskazują przy tym na szerszy problem związany z postępującymi zmianami klimatycznymi, które wpływają na stabilność górskich lodowców i zwiększają ryzyko gwałtownych zjawisk hydrologicznych.

Minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal zwrócił uwagę na szczególnie bolesny paradoks. Jego kraj odpowiada za mniej niż 0,01 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, a mimo to należy do państw bardzo mocno narażonych na konsekwencje zmian klimatycznych.

Tragedia na pograniczu Nepalu i Tybetu pokazuje, jak szybko ekstremalne zjawiska pogodowe mogą przerodzić się w katastrofę humanitarną. Dla tysięcy rodzin walka o przetrwanie trwa nadal, a ratownicy wciąż poszukują osób, których los pozostaje nieznany.

Wybrane dla Ciebie