"Katastrofiści byli skazani na zagładę, a Indie rozkwitły… Po raz kolejny" – napisał Narendra Modi w serwisie X, komentując najnowsze dane dotyczące kondycji indyjskiej gospodarki.
Wzrost PKB w pierwszym kwartale sięgnął 7,8 proc., co okazało się wynikiem znacznie lepszym od wcześniejszych prognoz. Dla rządu w New Delhi to ważny argument w obliczu narastającej krytyki dotyczącej m.in. bezrobocia wśród młodych ludzi oraz problemów z systemem egzaminacyjnym.
Gospodarka odporna na kryzysy?
Zdaniem części ekonomistów dobre wyniki nie są przypadkiem. Indie od kilku miesięcy notują wyraźne ożywienie, któremu sprzyjały działania fiskalne oraz łagodniejsza polityka pieniężna.
Ekonomista JP Morgan Sajjid Chinoy zwraca uwagę, że na poprawę koniunktury wpływały m.in. wcześniejsze obniżki podatków oraz spadek stóp procentowych. Jego zdaniem szczególnie istotne było jednak to, że indyjska gospodarka zdołała utrzymać tempo wzrostu mimo zawirowań na światowych rynkach energii.
Indie są w dużym stopniu uzależnione od importowanej ropy. W obliczu napięć geopolitycznych i problemów z transportem surowców władze zaczęły intensywniej poszukiwać alternatywnych kierunków dostaw.
Eksport i inwestycje dają nadzieję
Jednym z motorów wzrostu okazał się eksport. Wzrósł on o około 12 proc., mimo niepewności związanej z polityką celną na świecie.
Pomóc indyjskim eksporterom mogło także osłabienie rupii wobec dolara. Tańsza waluta sprawia, że towary produkowane w Indiach stają się bardziej konkurencyjne na zagranicznych rynkach.
Jednocześnie pojawiły się oznaki ożywienia inwestycji prywatnych. Wydatki przedsiębiorstw na środki trwałe zwiększyły się o blisko 12 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku. Firmy zapowiadają nowe projekty m.in. w sektorze centrów danych, energii odnawialnej oraz przemysłu metalowego.
To właśnie inwestycje prywatne od dawna były jednym z elementów indyjskiej gospodarki, które budziły największe obawy ekonomistów.
Dobre dane wywołały polityczną burzę
Optymistyczne statystyki nie zakończyły jednak dyskusji o stanie indyjskiej gospodarki. Wręcz przeciwnie – rozpaliły ją na nowo.
Przedstawiciele opozycji zakwestionowali wiarygodność przedstawionych danych. Jairam Ramesh określił je jako efekt "statystycznej gimnastyki", sugerując, że zmiany metodologii mogły wpłynąć na końcowy rezultat.
Krytycy zwracają również uwagę na wykorzystanie zrewidowanych danych oraz zmianę bazy odniesienia. Rząd odpiera te zarzuty, argumentując, że aktualizowanie metod obliczania PKB i korygowanie danych jest standardową częścią procesu statystycznego.
Stanowisko władz popierają również niektórzy eksperci. Neelkanth Mishra, dyrektor wykonawczy Banku Światowego w Indiach, oceniał, że nowa metodologia poprawiła jakość i wiarygodność danych.
Skoro jest tak dobrze, dlaczego brakuje nowych miejsc pracy?
To właśnie ten argument pozostaje jednym z największych problemów dla rządu Modiego. Były prezes indyjskiego banku centralnego Raghuram Rajan zwracał uwagę, że bardzo szybki wzrost gospodarczy powinien przekładać się na wyraźniejsze efekty na rynku pracy oraz większy napływ zagranicznych inwestycji.
Tymczasem reakcja giełdy na bardzo dobre dane o PKB była daleka od euforii.
Pojawia się więc pytanie, czy wysoki wzrost rzeczywiście przekłada się na poprawę sytuacji wszystkich mieszkańców Indii, czy też jego efekty są nierównomiernie rozłożone.
Nadciągają kolejne problemy
Ekonomiści ostrzegają również, że obecnego tempa wzrostu nie można bez końca traktować jako pewnika. W kolejnych miesiącach rząd może ograniczać wydatki w związku z koniecznością pilnowania celów dotyczących deficytu budżetowego.
Wątpliwości budzi także sytuacja na obszarach wiejskich. Słabszy monsun oznacza problemy dla rolnictwa, które ma ogromne znaczenie dla milionów mieszkańców kraju. Do 27 sierpnia suma opadów była o 13 proc. niższa od średniej wieloletniej.
Mniejsza ilość deszczu może oznaczać nie tylko gorsze zbiory, ale również słabszy popyt na terenach wiejskich i wzrost cen żywności.
Już teraz w Indiach mocno podrożały m.in. cukier i cebula. Władze zostały zmuszone do podejmowania działań mających zwiększyć dostępność produktów w dużych miastach.
Wzrost gospodarczy pod presją inflacji
Kolejnym wyzwaniem jest inflacja. Wskaźnik cen detalicznych osiągnął 3,9 proc., a ekonomiści spodziewają się dalszej presji cenowej.
Jeżeli jednocześnie utrzyma się wysoki wzrost gospodarczy i inflacja, bank centralny może zostać zmuszony do bardziej ostrożnego podejścia do obniżania kosztów kredytu, a nawet do rozważenia ich ponownego podniesienia.
Do tego dochodzą czynniki zewnętrzne: niepewność geopolityczna, ceny energii, koszty produkcji oraz możliwość spowolnienia światowej gospodarki.
Dlatego choć wynik 7,8 proc. daje premierowi Modiemu mocny argument w politycznej debacie, ekonomiści przestrzegają przed zbyt szybkim ogłaszaniem sukcesu. Indie rzeczywiście rosną w szybkim tempie, ale kolejne miesiące pokażą, czy jest to początek trwałego okresu prosperity, czy tylko szczyt krótkotrwałego ożywienia.