"Jestem jeńcem wojennym" – dramatyczny początek procesu Nicolása Maduro w Nowym Jorku
Brzęk kajdanek na nogach było słychać tuż przed tym, jak Nicolás Maduro po raz pierwszy pojawił się w nowojorskiej sali federalnego sądu. Były przywódca Wenezueli wszedł spokojnym krokiem, po czym zwrócił się do zgromadzonych dziennikarzy i publiczności, oświadczając, że został "porwany".
Podczas poniedziałkowej, trwającej około 40 minut rozprawy w Nowy Jork sędzia Alvin Hellerstein poprosił oskarżonego o potwierdzenie tożsamości. Maduro, mówiąc po hiszpańsku, przedstawił się jako "prezydent Republiki Wenezueli", dodając, że od 3 stycznia przebywa w USA wbrew swojej woli po zatrzymaniu w Caracas. Sędzia przerwał mu, zaznaczając, że na takie oświadczenia przyjdzie jeszcze czas.
Maduro oraz jego żona Cilia Flores nie przyznali się do winy w sprawie zarzutów dotyczących narkotyków i broni. – Jestem niewinny, jestem porządnym człowiekiem – mówił 63-letni oskarżony. Flores dodała krótko, że również "nie ponosi żadnej winy".
Para została przewieziona do aresztu federalnego po zatrzymaniu przez amerykańskie siły w swojej rezydencji w Wenezueli podczas niespodziewanej, nocnej operacji, której towarzyszyły uderzenia w obiekty wojskowe. Na sali sądowej oboje wystąpili w więziennych strojach – niebiesko-pomarańczowych koszulach i jasnych spodniach – z założonymi słuchawkami umożliwiającymi odsłuch tłumaczenia.
Maduro przez cały czas notował coś w żółtym notatniku, upewniając się u sędziego, że będzie mógł zabrać go ze sobą po zakończeniu rozprawy. Zachowywał opanowanie nawet wtedy, gdy z publiczności padł okrzyk, że "zapłaci za swoje zbrodnie". – Jestem prezydentem i jeńcem wojennym – odkrzyknął po hiszpańsku. Mężczyzna, który przerwał rozprawę, został wyprowadzony z sali.
Emocji nie kryli także obserwatorzy procesu. Wenezuelska reporterka Maibort Petit mówiła, że podczas nalotów towarzyszących zatrzymaniu Maduro uszkodzony został jej rodzinny dom w pobliżu kompleksu wojskowego Fuerte Tiuna w Caracas. – To surrealistyczne widzieć byłego przywódcę w kajdankach, eskortowanego przez amerykańskich szeryfów – komentowała.
Cilia Flores pozostawała w cieniu męża. Miała bandaże na oczach i czole; jej obrońcy twierdzili, że doznała obrażeń podczas weekendowego zatrzymania i domagali się zapewnienia jej pełnej opieki medycznej, w tym badań pod kątem możliwych złamań żeber.
Oskarżeni nie wnioskowali na tym etapie o kaucję, co oznacza, że pozostaną w areszcie federalnym. Amerykańska prokuratura zarzuca Maduro m.in. udział w spisku narkotykowo-terrorystycznym, przemyt kokainy do USA oraz posiadanie broni maszynowej i materiałów wybuchowych. Akt oskarżenia obejmuje także jego żonę, syna oraz kilka innych osób.
Kolejna rozprawa w tej głośnej sprawie została wyznaczona na 17 marca. Proces byłego przywódcy Wenezueli zapowiada się na jeden z najbardziej obserwowanych politycznych procesów ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych.