Ponad dwa tygodnie po pierwszych oficjalnych zgłoszeniach wędkarze i służby nadal wyławiają z Odry tony martwych ryb. Urzędnicy, którzy przyjechali na miejsce zapowiedzieli, że winny zostanie przykładnie ukarany, a całą odpowiedzialność zrzucali na samorządy, które ich zdaniem pozwalają na bezkarne pozbywanie się szkodliwych chemikaliów.
Wędkarze, którzy usuwają skutki tej katastrofy ekologicznej zwracają uwagę na ogromną skalę zdarzenia.
– Wieczorem w domu ręce zaczęły się robić czerwone, po prysznicu zaczęła złazić skóra. Koledzy też mieli poparzenia – mówi wędkarz Henryk Alejun.