Prawdopodobnie dusili go już skręcając na parking. Potem wyrzucili z samochodu. Auto zabrali i zostawili tatę leżącego na ziemi. Resztami sił doszedł do jezdni i zatrzymał się przejeżdżający samochód. Tata na skutek niedotlenienia poprzez duszenie i stres dostał rozległego zawału serca i padł przy krawędzi jezdni – opowiada Łukasz Wolny, syn pokrzywdzonego.
Kilkanaście minut później na leśnym parkingu wylądował helikopter, który zabrał pana Mirosława do szpitala. W tym czasie świnoujscy taksówkarze prowadzili już akcję poszukiwania kolegi, który nadał z auta sygnał alarmowy.
– Policja pokazywała zdjęcie i pytała, czy go znam. To był dla mnie szok. On miał otwarte oczy i był podłączony do aparatury. To był Mirek, nasz kolega – wspomina Waldemar Sukiennik, taksówkarz.
Wolny do szpitala trafił w ciężkim stanie.
– Lekarze w ogóle nie dawali mu szans – przyznaje Agnieszka Bona, córka pokrzywdzonego.
Sprawcy uciekli samochodem pana Mirosława w kierunku granicy. Policja poprosiła o pomoc funkcjonariuszy z Niemiec i dwa dni później wszystkich napastników zatrzymano w centrum Berlina.
– Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że patrol policji zatrzymał samochód do kontroli. Wszyscy są rodowitymi Niemcami, mieszkańcami Berlina. Ale nie dostaliśmy na ten temat żadnej oficjalnej informacji, mimo telefonów i pism – zaznacza Łukasz Wolny.
Bliscy pana Mirosława próbowali na własną rękę ustalić, kim są sprawcy napadu. Dowiedzieli się, że byli w Polsce przez dwa dni, a zanim wsiedli do taksówki, okradli pobliski sklep z alkoholem. Napad zarejestrowała sklepowa kamera.
– Dostaliśmy ten filmik. Wiemy ilu ich było, jak wyglądają. Na nagraniu wyciągają pałkę teleskopową, zakładają kominiarki, bawią się nożem. To było dzień przed wypadkiem, o godz. 2 w nocy – mówi Agnieszka Bona.
– Poprosiłem znajomego, który biegle mówi po niemiecku, żeby skontaktował się z policjantem w Niemczach. Oni nawet nie wiedzieli, że tata jest w ciężkim stanie. Był zdzwiony. Jak odbierałem samochód ludzie, którzy mi go wydawali byli w szoku, czemu tata sam nie przyjechał odebrać samochodu – opowiada Wolny.
Kiedy pan Łukasz na policyjnym parkingu w Berlinie zajrzał do taksówki, zauważył we wnętrzu auta dziwne przedmioty.
– W podłokietniku była pałka teleskopowa, w schowku w scyzoryk, niemieckie karty telefoniczne, resztki narkotyków na tylnym fotelu, były ciuchy. To wszystko nie zostało zabezpieczone przez policję – wskazuje Wolny i dodaje: Pytałem, co mam zrobić z narkotykami, a oni, że nie wiedzą, czy to nie należało do mojego taty, dlatego ich nie zabezpieczali.
Rodzina pana Mirosława trzy miesiące czekała na informacje dotyczące sprawców rozboju. Zdaniem prokuratury śledztwo toczy się zgodnie z planem, a współpraca z niemieckim wymiarem sprawiedliwości przebiega wzorowo.
– Już 16 sierpnia skierowaliśmy do strony niemieckiej nakaz dochodzeniowy. Prokurator zwrócił się do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztowania – mówi Joanna Biranowska-Sochalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Czy polska prokuratura wie, dlaczego nie zabezpieczono dowodów w taksówce Wolnego?
– Poprosiliśmy stronę niemiecką o wykonanie w formie procesowej różnego rodzaju czynności, w tym o zabezpieczenie pojazdu – zapewnia prokurator Joanna Biranowska-Sochalska.
Niezależne od polskich organów ścigania, śledztwo w sprawie napaści pod Szczecinem prowadzi prokuratura w Berlinie.
– Nie mam żadnych informacji na temat pozostawionych w aucie dowodów. Wiem tylko, że zabezpieczono m.in. rzeczy osobiste sprawców, taksometr, oraz nóż. Troje napastników przebywa w berlińskim areszcie, czwartym 16-latkiem zajmować się będzie sąd dla nieletnich – mówi Martin Steltner, rzecznik Prokuratury w Berlinie.
Choć polska prokuratura chce wystąpić do Niemiec o wydanie oskarżonych, okazuje się, że berlińscy śledczy szykują się już do procesu nad sprawcami napadu.
– Wszyscy przebywający w areszcie są już oskarżeni o rozbój, a o ich winie zdecyduje na rozprawie głównej berliński sąd. Niemieckie prawo zabrania mi podania bliższych informacji, ale mogę powiedzieć, że najstarsza z zatrzymanych – kobieta – ma 21 lat. Za popełnione przestępstwo grozi im 15 lat więzienia – mówi Martin Steltner.
– Rodzina może się dowiadywać o losie sprawy bezpośrednio tutaj, w Niemczech, ale z technicznego punktu widzenia najlepiej będzie, jeśli znajdzie te informacje u naszych polskich kolegów. Wszystkie informacje w tej sprawie zostały przekazane polskiej policji i prokuraturze.
– Nie otrzymaliśmy od sierpnia praktycznie żadnych informacji – zaznacza Łukasz Wolny.
Polska prokuratura zapewnia, że nie mogła przekazać rodzinie ofiary żadnych informacji z powodu tłumaczenia dokumentów przekazanych z Niemiec.
– Według moich informacji materiały wpłynęły w listopadzie, liczyły kilkaset stron. Ze strony polskiej prokuratury czynności wykonywane są intensywnie i bez zbędnej zwłoki – mówi prokurator Joanna Biranowska-Sochalska.
– Po miesiącu pobytu taty w szpitalu dowiedzieliśmy się, że zrobili co mogli, że tata nie wymaga leczenia, bo jest w stanie wegetatywnym i trzeba go zabrać. Znaleźliśmy prywatny ośrodek. Pokrywamy koszty, to ponad 7 tys. miesięcznie. Lekarze mówią, że tylko cud może pomóc, tata nie odzyska świadomości, nawet nie wiemy, czy nas poznaje – mówi Łukasz Wolny.
Rodzina pana Mirosława wynajęła berlińskiego adwokata, który niezależnie od polskiej prokuratury będzie dbał o ich interesy w niemieckim sądzie. Polscy śledczy dotrzymali słowa i od kilku dni bliscy taksówkarza wreszcie znają dane personalne oskarżonych i szczegóły dotyczące ich sytuacji materialnej, a to pozwoli im ubiegać się o odszkodowanie za zbrodnię.
Sprawą zajęliśmy się dzięki Waszym zgłoszeniom przez hashtag #tematdlauwagi.