Sąd skierował Dominika K. na terapię, co w gruncie rzeczy oznacza kontynuowanie tej, którą podjął już po opuszczeniu aresztu w lutym 2018 roku.
Sędzia Daniel Strzelecki w uzasadnieniu podzielał argumenty przytaczane przez zespół biegłego – profesora Heitzmana. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku Dominik źle się poczuł i opuścił salę. Już do niej nie wrócił. O decyzji sądu dowiedział się esemesem. Naszemu reporterowi udało się z nim porozmawiać, kiedy chłopak zdążył już trochę ochłonąć.
Również jego dziadkowie, z którymi obecnie mieszka, nie ukrywali wzruszenia.