Ogień pochłonął dawną perłę Świeradowa. Pensjonat "David" spłonął doszczętnie – na szczęście bez ofiar
W nocy z 4 na 5 marca 2026 roku, około godziny 2:15, w Świeradowie-Zdroju wybuchł potężny pożar, który w ciągu kilku godzin strawił dawny pensjonat "David" przy ulicy Górskiej. Budynek, niegdyś popularny wśród turystów i kuracjuszy, został doszczętnie zniszczony – pozostały jedynie osmalone mury i zgliszcza.
Na szczęście w momencie wybuchu ognia w obiekcie nie przebywały żadne osoby. Jeszcze niedawno pensjonat służył jako tymczasowe schronienie dla obywateli Ukrainy – ich pobyt był finansowany przez Urząd Wojewody Dolnośląskiego. Kilka tygodni temu wszyscy lokatorzy zostali przeniesieni do innych miejsc zakwaterowania, co uchroniło ich przed tragicznymi konsekwencjami nocnego pożaru.
Do akcji gaśniczej rzucono aż 16 zastępów straży pożarnej z regionu. Strażacy walczyli z żywiołem przez wiele godzin – dogaszanie pogorzeliska trwało do rana. Reporterzy lokalnych mediów (m.in. RMF FM i Radio Wrocław) relacjonowali, że płomienie były widoczne z daleka, a gęsty dym unosił się nad uzdrowiskiem, budząc przerażenie mieszkańców i gości.
Straty materialne są szacowane na bardzo wysokie – budynek o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych uległ całkowitemu zniszczeniu. Na miejscu pracują biegli z zakresu pożarnictwa, którzy mają ustalić przyczynę pożaru. Wśród wstępnych hipotez pojawiają się zarówno awaria instalacji elektrycznej (obiekt od lat nie był użytkowany komercyjnie), jak i podpalenie – choć na razie nie ma oficjalnych informacji potwierdzających celowe działanie.
Świeradów-Zdrój, popularne dolnośląskie uzdrowisko, w ostatnich latach boryka się z problemem pustostanów po dawnych pensjonatach i sanatoriach. Część z nich, w tym "David", stała się tymczasowym rozwiązaniem dla uchodźców z Ukrainy po 2022 roku. Po wyprowadzce wielu takich obiektów pozostaje opuszczonych, co zwiększa ryzyko podobnych zdarzeń.
Burmistrz Świeradowa-Zdroju w porannym komunikacie podkreślił, że służby działały błyskawicznie, a brak poszkodowanych to największe szczęście w tej dramatycznej sytuacji. Teraz przed władzami i właścicielem ruiny stoi pytanie o przyszłość działki – czy zgliszcza zostaną uprzątnięte, czy może w ich miejscu powstanie nowy obiekt turystyczny.
Na razie nad ulicą Górską unosi się jeszcze zapach spalenizny, a strażacy monitorują pogorzelisko, by nie dopuścić do ponownego zajęcia się ogniem. Kolejny raz Dolny Śląsk przypomina, jak kruche bywa bezpieczeństwo w starych, nieużytkowanych budynkach.