Napad na Luwr: skradzione klejnoty warte 88 milionów euro. Zamiast mafii – zwykli przestępcy.
Światem sztuki i kultury wstrząsnęła informacja o spektakularnej kradzieży biżuterii z Luwru. Wartość łupu oszacowano na 88 milionów euro, a sam napad – przeprowadzony w biały dzień – wyglądał jak scena z filmu sensacyjnego. Teraz, gdy śledztwo nabiera tempa, paryska prokurator ujawnia zaskakujące szczegóły: za napadem nie stała międzynarodowa mafia, lecz grupa drobnych przestępców z przedmieść Paryża.
Napad jak z filmu
Do kradzieży doszło 19 października, tuż po otwarciu Luwru dla zwiedzających. O godzinie 9:30 czterech mężczyzn przedostało się do słynnej Galerii Apollina – miejsca, w którym prezentowane są królewskie klejnoty Francji – wykorzystując windę mechaniczną ukrytą w pojeździe. Następnie, korzystając z przecinaka tarczowego, rozbili gabloty i w ciągu zaledwie czterech minut zniknęli z biżuterią wartą fortunę.
Ucieczka była równie błyskawiczna. Złodzieje wsiedli na dwa skutery czekające przy brzegu Sekwany, po czym przesiadali się do samochodów. Cała akcja trwała nie więcej niż osiem minut – o 9:38 nie było już po nich śladu.
Podczas ucieczki zgubili jeden z klejnotów – koronę, którą później odnaleziono w pobliżu miejsca zdarzenia. Siedem pozostałych przedmiotów wciąż jest poszukiwanych. Policja obawia się, że mogły już zostać wywiezione za granicę.
Sprawcy nie byli profesjonalistami
Prokurator Laure Beccuau w rozmowie z radiem franceinfo ujawniła, że cztery osoby zatrzymane w związku ze sprawą to "zdecydowanie miejscowi", pochodzący z ubogiej dzielnicy Seine-Saint-Denis na północ od Paryża.
– To nie jest klasyczny przypadek zorganizowanej przestępczości, ale raczej działalność drobnych złodziei, którzy wpadli na pomysł, by dokonać spektakularnego napadu – powiedziała Beccuau.
Wśród aresztowanych znaleźli się trzej mężczyźni i kobieta – para, która wychowuje wspólne dzieci. 38-letniej kobiecie postawiono zarzuty współudziału w zorganizowanej kradzieży oraz udziału w zmowie przestępczej, natomiast jej 37-letni partner usłyszał zarzuty kradzieży i udziału w spisku. Oboje zaprzeczają winie.
Dwóch innych mężczyzn przyznało się częściowo do udziału w napadzie. Wszyscy mają na koncie wcześniejsze wyroki za kradzieże. Jeden z podejrzanych wciąż pozostaje na wolności i jest intensywnie poszukiwany.
Luwr w stanie podwyższonej czujności
Po napadzie francuskie instytucje kulturalne wprowadziły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Część najcenniejszych klejnotów z Luwru została przekazana do skarbca Banku Francji.
– To zdumiewające, że tak spektakularny napad nie był dziełem profesjonalistów, lecz grupy amatorów – komentują francuskie media. – Z jednej strony pokazuje to odwagę, z drugiej – lekkomyślność, która może ich kosztować resztę życia za kratkami.
Śledztwo trwa
Policja i prokuratura wciąż próbują ustalić, gdzie mogą znajdować się skradzione przedmioty. Według Beccuau istnieje szansa, że klejnoty nie zostały jeszcze rozebrane na części i trafią z powrotem do Francji w nienaruszonym stanie.
Napad na Luwr już teraz przeszedł do historii francuskiej kryminalistyki – nie tylko ze względu na wartość łupu, ale i na kontrast między miejscem zbrodni a jej sprawcami. Bo jak zauważyła sama prokurator: "to nie była mafia, to byli ludzie z sąsiedztwa".