Świat"Mafie wodne" żerują na suszy – protesty w Johannesburgu i desperacja w Hammanskraal

"Mafie wodne" żerują na suszy – protesty w Johannesburgu i desperacja w Hammanskraal

Na bogatych, zielonych przedmieściach Johannesburga, takich jak Greenside, rozlega się dziś gniewny rytm pustych plastikowych butelek uderzających o siebie. Mieszkańcy w każdym wieku, różnych ras i środowisk, maszerują z transparentami i skandują: "Chcemy wody! Chcemy wody!". Po latach okresowych przerw w dostawach, dla wielu z nich kraniki pozostają suche od ponad miesiąca.

Woda
Woda
Źródło zdjęć: © zdjęcie Al | redakcja ipolska24.pl

"Nasze rury są całkowicie puste – zero kropli" – opowiada Colin Regesky z Green Hill. "To już nie tylko niewygoda. Bez bieżącej wody ludzie chorują. A przecież konstytucja RPA gwarantuje nam prawo do wody!"

Jenny Gillies, mieszkanka Melville od czterech dekad, nie kryje oburzenia: "To hańba. Musimy wychodzić na ulice i żebrać o coś tak podstawowego jak woda".

Kryzys wodny w Gauteng – sercu gospodarczym kraju – przyćmił niedawno zakończone problemy z przerwami w dostawach prądu (tzw. load-shedding). Eksperci wskazują na dekady zaniedbań inwestycji w starzejącą się infrastrukturę, rosnące zapotrzebowanie i skutki zmian klimatu. Ale zdaniem wielu mieszkańców prawdziwym dramatem jest coś innego: zorganizowane grupy przestępcze, zwane "mafiami wodnymi", które celowo pogarszają sytuację, by zarabiać na dostawach cystern.

W Hammanskraal, ponad 100 km na północ od Johannesburga, problem trwa od ponad dekady – z przerwami. Pastor Tshepo Mahlaule pokazuje suchy kran na swoim podwórku: "Od dwóch miesięcy zero wody. Dzieci muszą się myć, mundurki szkolne prać – a my nie mamy czym".

Gmina ratuje się wynajmowaniem cystern z wodą pitną. Tu właśnie, według opozycji z Democratic Alliance i ekspertów, wkraczają "mafie wodne". Dr Ferrial Adam z organizacji WaterCAN wyjaśnia mechanizm: grupy przestępcze wygrywają przetargi na dostawy wody, ale zamiast naprawiać system, niszczą rury i pompy – by kontrakty trwały w nieskończoność. Inni kierowcy cystern żądają opłat za wodę, która powinna być darmowa.

62-letni Eric Sebotsane z Hammanskraal potwierdza: "Ciężarówki przyjeżdżają, ale jak prosisz o wodę, mówią: zapłać. Bez pieniędzy – nic nie dostaniesz. Wszystko tu kręci się wokół pieniędzy".

Prezydent Cyril Ramaphosa już w zeszłym roku wezwał policję i władze lokalne do walki z tymi gangami. W lutym 2026 roku, podczas orędzia o stanie narodu, zapowiedział powołanie Narodowego Komitetu ds. Kryzysu Wodnego, który ma koordynować działania. Niedawno podkreślił, że nieudolnych zarządców gmin będzie można osobiście pociągać do odpowiedzialności karnej za łamanie ustawy wodnej.

Polityk opozycji Cilliers Brink (były burmistrz Tshwane) proponuje radykalne rozwiązanie krótkoterminowe: niech gminy kupią własne cysterny. "To nie wyeliminuje wszystkich nadużyć, ale odbierze motywację zewnętrznym wykonawcom i pozwoli zaoszczędzić pieniądze. Długofalowo trzeba wreszcie naprawić rury i zbiorniki".

Mieszkańcy nie czekają już na obietnice. W Johannesburgu i okolicach protesty narastają, a ludzie czują się bezradni i zastraszeni. Jak mówi dr Adam: "Gdy mafia kontroluje jedyne źródło wody, ludzie boją się mówić o przestępstwach w okolicy – bo jutro cysterna może nie przyjechać".

Kryzys wodny w RPA to już nie tylko brak deszczu czy stare rury. To system, w którym desperacja staje się biznesem – a zwykli obywatele płacą najwyższą cenę.

Wybrane dla Ciebie