Koniec z lodowatymi biurami. Singapur podnosi temperaturę klimatyzacji do 25°C przez kryzys energetyczny
Singapur, kraj słynący z powszechnego i intensywnego korzystania z klimatyzacji, zdecydował się na radykalny krok w walce z rosnącymi cenami energii. Pracownikom urzędów rządowych nakazano podniesienie temperatury w biurach do co najmniej 25°C. To reakcja na zakłócenia w dostawach ropy i gazu spowodowane konfliktem z Iranem i zamknięciem Cieśniny Ormuz.
Ministerstwo Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska poinformowało 8 kwietnia, że sektor publiczny "przejmuje inicjatywę" w oszczędzaniu energii. Oprócz wyższej temperatury w klimatyzatorach, urzędy będą instalować energooszczędne oświetlenie LED oraz inteligentne czujniki, zarządzać czasem pracy wind i klimatyzacji, a także wyłączać niepotrzebne urządzenia.
Każdy stopień wyżej oznacza około 10-procentowe zmniejszenie zużycia energii – podkreślają władze. Pracowników zachęca się także do częstszego korzystania z wentylatorów zamiast klimatyzacji oraz do podróżowania komunikacją publiczną.
Decyzja Singapuru wpisuje się w szerszy trend w Azji Południowo-Wschodniej. Tajlandia nakazała utrzymywać klimatyzację na poziomie 26–27°C i wprowadziła pracę zdalną dla części urzędników. Filipiny ogłosiły stan wyjątkowy w sektorze energetycznym, skróciły tydzień pracy w instytucjach państwowych i ograniczyły zużycie paliwa. Korea Południowa uruchomiła kampanię zachęcającą do krótszych pryszniców i uruchamiania pralek tylko w weekendy.
Region jest silnie uzależniony od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, które przechodzą przez Cieśninę Ormuz. Wojna spowodowała gwałtowny wzrost cen paliw, co uderza szczególnie mocno w gospodarki rozwijające się z dużą liczbą samochodów benzynowych i gospodarstw domowych korzystających z gazu.
Paradoksalnie, Singapur zawdzięcza swój dynamiczny rozwój właśnie klimatyzacji. Lee Kuan Yew, uznawany za ojca założyciela nowoczesnego państwa, mówił wprost: "Klimatyzacja była jedną z najważniejszych innowacji w historii. Zmieniła cywilizację, umożliwiając rozwój w tropikach". Po objęciu władzy jako pierwsze kazał zainstalować klimatyzatory w budynkach administracji publicznej, co – jego zdaniem – było kluczem do efektywności pracy.
Dziś prawie każde biuro, centrum handlowe, autobus i pociąg w Singapurze jest klimatyzowane, często na bardzo niskich temperaturach. Pracownicy przynoszą swetry i kardigany, a wychodząc na ulicę z lodowatego mallu, czują uderzenie wilgotnego upału.
Obecny kryzys zmusza kraj do rewizji tego przyzwyczajenia. Władze apelują nie tylko do urzędów, ale także do firm i zwykłych obywateli o podobne oszczędności. Na razie Singapur nie sięgnął po rezerwy paliwowe ani nie wprowadził racjonowania, ale ostrzega przed dalszymi zakłóceniami gospodarczymi.
Eksperci, tacy jak Ichiro Kutani z japońskiego Instytutu Ekonomiki Energetycznej, nazywają sytuację "azjatyckim kryzysem energetycznym". Podkreślają, że wojna z Iranem jest trudną lekcją dla całego regionu – pokazuje konieczność dywersyfikacji źródeł energii i bardziej efektywnego korzystania z ropy naftowej.
Dla Singapuru, który od dekad budował wizerunek ultranowoczesnego i komfortowego miasta, podniesienie temperatury w biurach o kilka stopni to symboliczny, ale wymowny sygnał. W tropikalnym klimacie komfort staje się luksusem, na który w czasach kryzysu nie wszystkich stać.