ŚwiatJimmy Lai skazany w Hongkongu. Głośny proces wystawił na próbę niezależność sądów

Jimmy Lai skazany w Hongkongu. Głośny proces wystawił na próbę niezależność sądów

W Hongkongu zapadł jeden z najbardziej komentowanych wyroków ostatnich lat. Prodemokratyczny działacz i magnat medialny Jimmy Lai został uznany winnym zmowy z zagranicznymi podmiotami na mocy kontrowersyjnej ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Sprawa wywołała międzynarodowe reakcje i ponownie rozpaliła debatę o stanie wolności obywatelskich w dawnym brytyjskim terytorium.

Hongkong
Hongkong
Źródło zdjęć: © pixabay | redakcja ipolska24.pl

78-letni Lai, posiadający brytyjskie obywatelstwo, przebywa w areszcie od końca 2020 roku. Od początku procesu nie przyznawał się do winy. Za postawione mu zarzuty grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności, a ostateczny wymiar kary ma zostać ogłoszony na początku przyszłego roku.

Sąd uznał, że Lai wykorzystywał swoją nieistniejącą już gazetę "Apple Daily" jako narzędzie do działań politycznych i międzynarodowego lobbingu, których celem miało być wywieranie presji na Hongkong i władze Chin, w tym poprzez nawoływanie do sankcji. Sędzia prowadząca sprawę stwierdziła, że oskarżony prezentował jednoznacznie wrogą postawę wobec Chińskiej Republiki Ludowej i zabiegał o zagraniczne wsparcie dla zmian politycznych w Hongkongu.

Sam Lai, składając zeznania w listopadzie, stanowczo zaprzeczał tym zarzutom. Twierdził, że nigdy nie próbował wpływać na politykę zagraniczną miasta, a kontakty z amerykańskimi politykami miały charakter informacyjny. Podkreślał, że przekazywał jedynie swoją ocenę sytuacji w Hongkongu, gdy był o nią pytany.

Wyrok został przyjęty z aprobatą przez szefa administracji Hongkongu Johna Lee, który ocenił działania Laia jako szkodliwe dla interesów państwa i stabilności regionu. Zupełnie odmienne stanowisko zajęły organizacje praw człowieka, określając proces jako polityczny i wskazując, że ustawa o bezpieczeństwie narodowym służy do tłumienia krytyki wobec Pekinu.

Sprawa Laia stała się symbolem zmian, jakie zaszły w Hongkongu po masowych protestach prodemokratycznych w 2019 roku. W odpowiedzi na demonstracje Pekin wprowadził ustawę NSL, dającą władzom szerokie możliwości ścigania działań uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Krytycy zwracają uwagę na niemal stuprocentową skuteczność oskarżeń w sprawach prowadzonych na jej podstawie oraz częste odmawianie zwolnień za kaucją.

Podczas ogłoszenia wyroku Jimmy Lai zachowywał spokój. Po odczytaniu decyzji pomachał rodzinie, która była obecna na sali sądowej. Jego adwokat poinformował, że obrona potrzebuje czasu na analizę uzasadnienia i nie przesądził, czy zostanie złożona apelacja.

Rodzina Laia oraz rządy państw zachodnich apelują o jego uwolnienie. Wielka Brytania uznała proces za przykład politycznie motywowanego prześladowania i ponowiła wezwanie do uchylenia ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Podobne głosy płyną ze Stanów Zjednoczonych oraz organizacji międzynarodowych, w tym Human Rights Watch.

Władze Chin zdecydowanie odrzucają te zarzuty. Pekin podkreśla, że system sądowniczy Hongkongu działa zgodnie z prawem, a sprawa Laia jest wewnętrzną kwestią miasta. Chińskie media państwowe przedstawiają wyrok jako ostrzeżenie dla wszystkich, którzy – ich zdaniem – próbują podważać stabilność regionu.

Jimmy Lai, który w młodości uciekł z Chin kontynentalnych do Hongkongu, zbudował fortunę jako przedsiębiorca, a następnie stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów prodemokratycznych w mieście. Dla wielu mieszkańców Hongkongu pozostaje symbolem walki o wolność słowa i rządy prawa. Jego proces jest postrzegany jako kluczowy test niezależności hongkońskiego wymiaru sprawiedliwości w nowej rzeczywistości politycznej.

Wybrane dla Ciebie