Narodowa Służba Pogodowa (NWS) ostrzega, że warunki "zagrażające życiu" dotknęły ponad 180 milionów Amerykanów – czyli więcej niż połowę populacji kraju. Od Teksasu po Nową Anglię drogi, szkoły i lotniska zostały zamknięte, a marznący deszcz, śnieg i lód utrudniają jakiekolwiek przemieszczanie się.
Najtragiczniejsze skutki odnotowano w Luizjanie – tam dwie osoby zmarły z powodu hipotermii. Kolejne ofiary śmiertelne zgłoszono w Teksasie (śmierć w wyniku wychłodzenia), Kansas (kobieta znaleziona pod śniegiem), Tennessee (trzy zgony związane z pogodą) oraz – według wstępnych doniesień – w Nowym Jorku (pięć zgonów, przyczyny weryfikowane).
"To najzimniejsza i najbardziej brutalna burza śnieżna, jaką widzieliśmy od lat" – powiedziała gubernator stanu Nowy Jork Kathy Hochul, apelując do mieszkańców, by pozostali w domach.
W Kentucky, Wirginii i Teksasie służby ratunkowe interweniowały setki razy po wypadkach drogowych spowodowanych oblodzonymi jezdniami. W wielu miejscach grubość lodu osiągnęła nawet 2–3 cm, co doprowadziło do łamania się drzew i zrywania linii energetycznych.
Największe blackouty dotknęły środkowego i południowego wschodu USA. Według serwisu poweroutage.us w niedzielę po południu bez prądu było ponad 800 tysięcy gospodarstw – najwięcej w Teksasie, Luizjanie, Missisipi, Alabamie i Georgii.
Lotniska w Dallas, Atlancie, Houston, Chicago i Nowym Jorku odwołały tysiące rejsów. FlightAware podaje, że łącznie anulowano ponad 11 000 lotów w całym kraju.
Burzę napędza osłabiony wir polarny – pierścień zimnego powietrza nad Arktyką, który w tym roku "zsunął się" znacznie dalej na południe. Kiedy arktyczne masy powietrza spotkały się z wilgotnym, cieplejszym powietrzem z Zatoki Meksykańskiej, powstał potężny front burzowy z marznącym deszczem – zjawiskiem szczególnie niebezpiecznym, bo krople zamarzają natychmiast po zetknięciu z powierzchnią.
Eksperci zwracają uwagę, że takie ekstremalne wychłodzenia na południu USA stają się coraz częstsze – i choć nie ma jednoznacznych dowodów, część klimatologów łączy to z zaburzeniami wiru polarnego wywołanymi zmianami temperatury powierzchni oceanów.
Stany wyjątkowe ogłoszono w niemal połowie stanów USA. Gubernatorzy apelują o pozostanie w domach, a szkoły i urzędy odwołują zajęcia do wtorku–środy. Senat USA przesunął zaplanowane na poniedziałek głosowania.
Burza powoli przesuwa się na północny wschód i do wtorku powinna opuścić ląd USA, ale za sobą pozostawi kolejne fale arktycznego powietrza. Prognozy wskazują, że niebezpiecznie niskie temperatury utrzymają się co najmniej do początku lutego.