ŚwiatTragedia na litewskim poligonie. Ekspert: "To przejdzie do historii akcji ratowniczych"

Tragedia na litewskim poligonie. Ekspert: "To przejdzie do historii akcji ratowniczych"

Dramatyczna akcja ratunkowo-poszukiwawcza na poligonie koło Podbrade na Litwie zakończyła się w poniedziałek nad ranem. Z czarnego, nieprzejrzystego bagna udało się wydobyć zatopiony pojazd opancerzony M88 Hercules. Niestety, wszystko wskazuje na tragiczny finał. – O losie żołnierzy w pierwszej kolejności zostaną poinformowane ich rodziny – poinformowała litewska prokurator generalna Nida Grunskienė, zapowiadając jednocześnie wszczęcie dochodzenia w sprawie przyczyn śmierci.

zatopiony wóz bojowy
zatopiony wóz bojowy
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

W działaniach brali udział litewscy, amerykańscy i polscy żołnierze, w tym saperzy z Orzysza oraz wyspecjalizowane grupy nurków. To właśnie im udało się w niedzielę, po kilku dniach bezowocnych poszukiwań, odnaleźć zatopiony pojazd.

To przejdzie do historii. To była jedna z najtrudniejszych operacji, w jakich brałem udział – mówi w rozmowie z WP Maciej Rokus, szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP, który wielokrotnie uczestniczył w akcjach ratunkowych w ekstremalnych warunkach. – Nurkowie pracowali w zupełnej ciemności, bez widoczności, po omacku. W takich warunkach ryzyko jest ogromne: zaplątanie się w liny, utknięcie w mule, utrata orientacji przestrzennej. A mimo to każdy z nas chce dojść do prawdy, odnaleźć ludzi, nawet jeśli to już tylko misja odzyskania ciał.

Zaginieni żołnierze 1. Brygady 3. Dywizji Piechoty

Do tragedii doszło we wtorek, 25 marca. Amerykański pojazd M88 Hercules wyruszył z misją ewakuacji innego wozu, który uległ awarii podczas ćwiczeń. Załoga nie powróciła z zadania, a po kilku godzinach została uznana za zaginioną. Wstępne ustalenia wskazują, że 63-tonowy Hercules zjechał z trasy i ugrzązł w grzęzawisku, które błyskawicznie pochłonęło pojazd.

Poszukiwania były niezwykle trudne. Warunki na miejscu – błoto, zimna woda, gęste zarośla i brak punktów orientacyjnych – skutecznie uniemożliwiały szybkie działania. Przełom nastąpił dopiero w niedzielę. Nurkowie, pracując niemal wyłącznie na dotyk, zaczepili pierwszą linę holowniczą. W poniedziałek około godziny 5 rano, zatopiony Hercules został wydobyty na brzeg.

Kulisy akcji: walka z czasem i żywiołem

To była walka z naturą i ograniczeniami technicznymi. Pompy usuwały błoto i wodę, by choć częściowo poprawić warunki pracy. A mimo to – ciemność, brak komunikacji głosowej, tylko sygnały linowe. Pracowaliśmy w absolutnym napięciu. W takich warunkach człowiek śpi po kilka godzin, myśli tylko o tym, co i jak zrobi następnego dnia – mówi Maciej Rokus.

Ekspert podkreśla, że dla ratowników to była nie tylko misja techniczna, ale również emocjonalna. – To zawsze jest walka z nadzieją. Każdy w głębi serca liczy na cud. Ale też każdy wie, że trzeba zakończyć tę historię, wydobyć prawdę i przywrócić ciała rodzinom.

Litewska prokuratura już wszczęła dochodzenie mające ustalić dokładne okoliczności wypadku. Na odpowiedzi czekają nie tylko bliscy żołnierzy, ale też całe środowisko wojskowe, które uważnie obserwowało rozwój wydarzeń na poligonie.

"To nie była zwykła akcja. To zapisze się w historii"

Choć zakończona akcja ratunkowa nie przyniosła szczęśliwego finału, eksperci i ratownicy mówią jednym głosem: to była jedna z najtrudniejszych operacji tego typu w ostatnich latach. – To nie była rutynowa akcja. To wydarzenie zapisze się w historii ratownictwa i wojskowych ćwiczeń międzynarodowych – mówi Rokus.

Tragedia na litewskim poligonie staje się bolesnym przypomnieniem, jak cienka jest granica między ćwiczeniami a realnym zagrożeniem. A także jak wielką odwagę i determinację wykazują ci, którzy ratują innych – czasem ryzykując własne życie.

Wybrane dla Ciebie