Rodzina aktora początkowo określiła śmierć jako "nagłą i niespodziewaną". Po fali spekulacji w mediach Grenz zdecydował się wydać oficjalne oświadczenie, aby rozwiać plotki.
"Sam zmarł na zapalenie płuc. Zanim zachorował, dzielnie walczył z chłoniakiem nieziarniczym i pokonał go dzięki nowoczesnej terapii CAR-T. W chwili śmierci nie chorował na raka" – przekazał agent po rozmowie z rodziną.
W kwietniu tego roku Neill ogłosił, że jest w remisji po chorobie nowotworowej. W ostatnim roku życia był niezwykle aktywny zawodowo – nakręcił aż cztery filmy, które mają trafić do kin w najbliższych miesiącach.
Aktor, urodzony w Irlandii Północnej, a wychowany w Nowej Zelandii, przez ponad 50 lat kariery wystąpił w ponad 150 produkcjach filmowych i telewizyjnych. Do największych ról należą m.in. "Fortepian", "Polowanie na Czerwony Październik", "Martwa cisza" oraz serial BBC "Peaky Blinders". Jego ostatnim filmowym występem był "The Fox" (2025), a telewizyjnym – serial Netflixa "Untamed" (2025). Pośmiertnie pojawi się jeszcze w "Godzilla x Kong: Supernova" i "The Last Resort" (2027).
Sam Neill był człowiekiem niezwykle skrytym, który unikał rozgłosu. Jak podkreślił Grenz, rodzina uczci jego pamięć prywatną ceremonią na farmie w Nowej Zelandii.
Wieść o śmierci aktora wywołała falę hołdów. Laura Dern, jego partnerka z planu "Parku Jurajskiego", nazwała go "ukochanym przyjacielem na całe życie". Toni Collette określiła go mianem "legendy i bohatera", a premier Nowej Zelandii Christopher Luxon – "jednym z największych".
W autobiografii z 2023 roku "Did I Ever Tell You This?" Neill otwarcie pisał o walce z rakiem. "Nie boję się śmierci. Nie chcę przestać żyć, bo naprawdę lubię żyć" – mówił wówczas w wywiadzie dla BBC.
Sam Neill pozostawił czworo dzieci i ośmioro wnucząt.
Jego śmierć to ogromna strata dla światowego kina. Fani na całym świecie wspominają go jako charyzmatycznego, ciepłego i niezwykle utalentowanego aktora.