Jedną z osób uczestniczących w tej nietypowej akcji jest Dale Weiser z Departamentu Zdrowia Hrabstwa Chester. Od kilku miesięcy regularnie pokonuje około 50 kilometrów, aby dotrzeć do rodzin mieszkających z dala od większych ośrodków.
Szczepienia odbywają się często nie w przychodniach, lecz bezpośrednio w domach – niekiedy przy kuchennym stole.
Powód jest prosty. Część mieszkańców nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego, rzadko korzysta z usług medycznych, a dotarcie do przychodni może oznaczać dla nich poważny problem logistyczny.
Nie zawsze chodzi o sprzeciw wobec szczepień
Pracownicy ochrony zdrowia podkreślają, że brak szczepienia w społeczności Amiszów nie zawsze wynika z ideologicznego sprzeciwu.
Amisze prowadzą tradycyjny styl życia, ograniczają wykorzystywanie wielu współczesnych technologii i często mają znacznie rzadszy kontakt z systemem ochrony zdrowia niż pozostali mieszkańcy USA.
Epidemiolog Braxton Mitchell z University of Maryland, od lat prowadzący badania dotyczące społeczności Amiszów w Lancaster, zwraca uwagę, że dla wielu osób problemem jest przede wszystkim dostępność. Szczepienie nie zawsze było wcześniej traktowane jako pilna potrzeba, a dojazd do placówki medycznej może być trudny.
Sytuację komplikuje sposób funkcjonowania lokalnych społeczności. Rodziny utrzymują ze sobą częste kontakty, spotykają się podczas nabożeństw i wydarzeń rodzinnych, dlatego wyjątkowo zakaźny wirus może bardzo szybko przechodzić z jednej grupy na kolejną.
835 przypadków i cztery zgony
Skala epidemii szybko rośnie. Według danych Departamentu Zdrowia Pensylwanii, do 23 września 2026 roku potwierdzono 835 przypadków odry w 39 hrabstwach.
Stanowe służby potwierdziły również cztery zgony związane z odrą. Wszystkie osoby, których dotyczą najnowsze informacje o śmiertelnych przypadkach, nie były zaszczepione.
Problem nie ogranicza się do Pensylwanii. W całych Stanach Zjednoczonych do 17 września potwierdzono już 3471 przypadków odry w 2026 roku.
CDC podkreśla, że dwie dawki szczepionki MMR zapewniają około 97-procentową ochronę przed zachorowaniem. Jednocześnie poziom wyszczepienia amerykańskich dzieci spada – wśród uczniów rozpoczynających szkołę obniżył się z ponad 95 proc. w roku szkolnym 2019/2020 do 92,4 proc. w roku 2025/2026.
Zamiast czekać w przychodni, jadą do mieszkańców
Władze hrabstwa Chester zdecydowały się wykorzystać metody znane z okresu pandemii COVID-19.
Pracownicy ochrony zdrowia osobiście odwiedzają mieszkańców, odpowiadają na pytania i – jeśli rodzina wyrazi zgodę – podają szczepionkę na miejscu.
Od początku lokalnych działań w hrabstwie podano ponad 500 dawek MMR, z czego większość w prywatnych warunkach, poza tradycyjnymi przychodniami. Takie rozwiązanie ma szczególne znaczenie dla osób, które nie mają własnego transportu albo z powodów społecznych wolą nie pojawiać się w publicznym punkcie szczepień.
W całej Pensylwanii tempo szczepień gwałtownie wzrosło. Tylko w pierwszych trzech tygodniach września lekarze i punkty szczepień podali ponad 38 tys. dawek MMR. W typowym miesiącu jest ich około 25 tys.
Najważniejsza okazuje się rozmowa
Osoby pracujące w terenie zwracają uwagę, że najskuteczniejszą metodą nie jest konfrontacja, ale budowanie zaufania.
Rodzice pytają o bezpieczeństwo preparatu, skutki uboczne i potrzebę szczepienia dzieci. Do pracowników medycznych docierają również pytania wynikające z fałszywych informacji krążących wokół szczepionek.
Choć społeczności Amiszów korzystają z internetu i mediów społecznościowych w znacznie mniejszym stopniu niż większość Amerykanów, dezinformacja dotycząca szczepień dociera również do nich.
Pracownicy służby zdrowia podkreślają jednak, że osoby mające wątpliwości nie powinny być automatycznie traktowane jak zdecydowani przeciwnicy szczepień. W wielu przypadkach rozmowa z pielęgniarką lub lekarzem i możliwość zadania pytań wystarczają, aby rodzina zdecydowała się na szczepienie.
Epidemia stała się także tematem politycznym
Rosnąca liczba zachorowań wywołała w Stanach Zjednoczonych szerszą debatę dotyczącą polityki szczepień.
Prezydent Donald Trump opowiadał się ostatnio za zmianami sposobu podawania części szczepionek dziecięcych, w tym rozdzieleniem szczepienia MMR. Lekarze i eksperci cytowani przez Reuters wskazywali, że obecny preparat skojarzony ma potwierdzony profil bezpieczeństwa, a oddzielne szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce nie są obecnie dostępne na amerykańskim rynku jako standardowy zamiennik.
Dyskusje polityczne mają jednak niewielkie znaczenie dla pielęgniarek odwiedzających kolejne domy w Pensylwanii. Ich najważniejszym zadaniem pozostaje przerwanie transmisji wirusa.
Odra wykorzystuje każdą lukę w odporności
Odra należy do najbardziej zakaźnych chorób wirusowych. Dlatego nawet niewielkie skupiska osób bez odporności mogą doprowadzić do szybkiego rozwoju epidemii.
Władze Pensylwanii ostrzegają, że wirus jest już przenoszony lokalnie, a rosnąca liczba przypadków oznacza, że walka z epidemią może potrwać jeszcze wiele miesięcy.
Dla pracowników ochrony zdrowia oznacza to dalsze wizyty, rozmowy i kolejne kilometry pokonywane pomiędzy rozproszonymi gospodarstwami.
W tej walce gabinet lekarski coraz częściej zastępuje więc zwykły kuchenny stół – bo właśnie tam można dotrzeć do osób, które wcześniej znajdowały się poza zasięgiem tradycyjnego systemu ochrony zdrowia.