To kolejny etap konsekwentnego rozbudowywania sił zbrojnych, który trwa od rozpoczęcia działań wojennych w 2022 roku. Dla porównania, dwa lata temu wiosną powołano 134,5 tysiąca poborowych, rok później – 147 tysięcy, a w ubiegłym roku – 150 tysięcy. Tegoroczna liczba wcielonych przekracza dotychczasowe rekordy.
Zgodnie z obowiązującymi od zeszłego roku przepisami, obowiązkowa służba wojskowa w Rosji obejmuje mężczyzn w wieku od 18 do 30 lat. Zmiany w prawie wprowadziły również bardziej restrykcyjne zasady kwalifikacji zdrowotnej – jak informuje Meduza, znacznie trudniej jest obecnie uzyskać zwolnienie ze służby z przyczyn medycznych.
Zaostrzenie kryteriów oraz wzrost liczby powołań to element szerszej strategii Kremla. Oficjalne dane wskazują, że od początku wojny rosyjska armia zwiększyła swoją liczebność z miliona do półtora miliona żołnierzy.
Choć Moskwa przedstawia mobilizację jako rutynową i zgodną z harmonogramem, niezależni analitycy zwracają uwagę, że to odpowiedź na wyczerpujące się rezerwy i rosnące straty na froncie. Sytuacja na Ukrainie wciąż wymaga intensywnego zaangażowania kadrowego, co skutkuje nieustannym zasilaniem armii nowymi poborowymi.
Rosyjski resort obrony nie komentuje doniesień o skali strat, a sam Kreml nie przyznaje się do presji związanej z rosnącą liczbą ofiar. Tymczasem społeczeństwo, zwłaszcza młodzi mężczyźni w wieku poborowym, coraz częściej szukają sposobów na uniknięcie służby – emigracja, fałszywe zaświadczenia lekarskie czy rejestracja w systemie edukacji to tylko niektóre z metod ucieczki przed wojskiem.
Wzrost mobilizacji, coraz bardziej rygorystyczne przepisy i pogłębiający się kryzys demograficzny stawiają Rosję przed poważnymi wyzwaniami społecznymi i politycznymi. Nowy dekret Putina to sygnał, że Kreml nie zamierza ustępować i szykuje się na długofalowy konflikt – niezależnie od kosztów.