Dyplomatyczny kryzys: Dania wzywa USA do wyjaśnień po doniesieniach o operacjach wpływu na Grenlandii
Stosunki duńsko-amerykańskie znalazły się w napiętym momencie. Szef duńskiej dyplomacji Lars Løkke Rasmussen wezwał najwyższego rangą przedstawiciela USA w Kopenhadze – chargé d’affaires Marka Stroha – po publikacji raportu sugerującego, że obywatele amerykańscy prowadzili tajne działania w Grenlandii.
Według duńskiego nadawcy publicznego DR, ich celem miało być infiltrowanie lokalnych środowisk i promowanie secesji Grenlandii od Królestwa Danii. Nie jest jasne, kto miał zlecić te działania. Duński wywiad (PET) już wcześniej ostrzegał, że wyspa, bogata w zasoby naturalne i strategicznie położona, staje się obiektem "różnego rodzaju kampanii wpływu".
– Jakakolwiek próba ingerencji w sprawy wewnętrzne Królestwa jest absolutnie niedopuszczalna – oświadczył Rasmussen, podkreślając, że rząd Danii traktuje sprawę z najwyższą powagą.
Grenlandia, choć od 1979 roku posiada szeroką autonomię, pozostaje w polityce zagranicznej i obronnej zależna od Kopenhagi. W ostatnich latach jej strategiczne znaczenie wzrosło – zarówno z uwagi na bazę wojskową USA w Thule, jak i bogate złoża minerałów, w tym uranu i metali rzadkich.
Temat wywołuje szczególne emocje, ponieważ były prezydent Donald Trump kilkukrotnie sugerował możliwość "zakupu" Grenlandii, a w tym roku nawet nie wykluczył jej przejęcia siłą. Obecny wiceprezydent J.D. Vance oskarżał z kolei Danię o zaniedbywanie potrzeb mieszkańców wyspy.
Według DR, jeden z Amerykanów miał w stolicy Grenlandii, Nuuk, zbierać listę osób przychylnych idei odłączenia się od Danii. Celem mogło być stworzenie proamerykańskiego ruchu secesyjnego. W maju podobne wątpliwości podnosił "Wall Street Journal", wskazując na rosnące zainteresowanie USA nastrojami niepodległościowymi na wyspie.
Eksperci wskazują, że decyzja Kopenhagi o wezwaniu amerykańskiego dyplomaty to rzadki i mocny sygnał niezadowolenia wobec bliskiego sojusznika. – To swoista żółta kartka dla USA – komentuje Jens Ladefoged Mortensen z Uniwersytetu Kopenhaskiego.
Napięcie dodatkowo potęguje fakt, że w ostatnich dniach amerykańska administracja wstrzymała realizację dużej farmy wiatrowej Revolution Wind u wybrzeży Rhode Island, budowanej przez duńską firmę Ørsted.
Choć mieszkańcy Grenlandii od lat dyskutują o niepodległości, większość wciąż sprzeciwia się przyłączeniu do Stanów Zjednoczonych. Jak przypomniał premier wyspy Jens-Frederik Nielsen: – Nie należymy do nikogo innego. Sami decydujemy o naszej przyszłości.