Było blisko wielkiej remontady. Lech wygrał w Krakowie, ale odpadł po dramatycznym dwumeczu

Lech Poznań pokonał Szachtar Donieck 2:1 w rewanżowym starciu 1/8 finału Ligi Konferencji Europy, jednak mimo ambitnej postawy nie zdołał odrobić strat z pierwszego meczu i pożegnał się z rozgrywkami. Spotkanie rozegrano w Krakowie, gdzie ukraiński zespół pełni rolę gospodarza z powodu trwającej wojny w swoim kraju. O losach dwumeczu przesądził pierwszy mecz i jeden pechowy moment po przerwie.

lech
lech
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Od pierwszego gwizdka było jasne, że "Kolejorz" przyjechał tu walczyć o coś więcej niż tylko honor. Już w 13. minucie poznaniacy zadali pierwszy cios – dokładne dośrodkowanie z prawego skrzydła wykorzystał Mikael Ishak, który głową pokonał bramkarza Szachtara. Kapitan Lecha po raz kolejny udowodnił swoją wartość, zapisując się w historii europejskich występów klubu.

Lech nie zamierzał się zatrzymywać. Grał odważnie, wysoko pressował i szukał kolejnych okazji. Tuż przed przerwą nadeszła kluczowa akcja pierwszej połowy. Po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny dla poznaniaków, a Ishak zachował zimną krew i podwyższył prowadzenie na 2:0. W tym momencie Lech wracał do gry o awans.

Po zmianie stron obraz meczu zaczął się jednak zmieniać. Szachtar ruszył do przodu, a tempo spotkania wyraźnie wzrosło. Lech miał swoją szansę na trzecią bramkę, ale trafienie nie zostało uznane z powodu pozycji spalonej.

Decydujący moment nastąpił w 68. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony Joao Moutinho niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki. Gol samobójczy sprawił, że poznaniacy musieli ponownie gonić wynik dwumeczu, a zadanie stało się jeszcze trudniejsze.

Końcówka spotkania to zmiany, walka i próby przejęcia inicjatywy, jednak Szachtar skutecznie rozbijał ataki Lecha i kontrolował przebieg gry. Mimo doliczonych pięciu minut poznaniacy nie zdołali już znaleźć drogi do bramki rywala.

Ostatecznie Lech wygrał w Krakowie 2:1, ale w dwumeczu to Szachtar okazał się lepszy i awansował do ćwierćfinału. Dla "Kolejorza" to bolesne pożegnanie z Europą, choć styl, zaangażowanie i momentami bardzo dobra gra mogą być powodem do optymizmu przed dalszą częścią sezonu.

Pozostał niedosyt, bo do wielkiego comebacku zabrakło naprawdę niewiele.

Wybrane dla Ciebie