Prokuratura chce Ziobrę za kraty – wniosek o ENA po 26 zarzutach nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) wobec byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Polityk PiS jest podejrzany o popełnienie aż 26 przestępstw, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i nielegalne dysponowanie publicznymi środkami. Sąd już wcześniej zgodził się na jego tymczasowy areszt, ale Ziobro pozostaje nieuchwytny – według jego obrońców ukrywa się na Węgrzech pod ochroną tamtejszych władz.
Wniosek opiera się na postanowieniu Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa z 5 lutego, który potwierdził duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów i wydał zgodę na aresztowanie. Dzień później prokurator uruchomił poszukiwania listem gończym, bo mimo prób nie udało się ustalić aktualnego miejsca pobytu Ziobry i przeprowadzić z nim czynności procesowych.
Główne zarzuty koncentrują się wokół nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości, którym Ziobro zarządzał jako wiceminister. Według śledczych wydawał podwładnym polecenia łamiące prawo, by przyznawać dotacje wybranym organizacjom – często bez podstaw prawnych lub z ingerencją w konkursy. Wśród oskarżeń jest też nielegalne przekazanie 25 mln zł na zakup szpiegowskiego oprogramowania Pegasus dla CBA oraz 14 mln zł na remont Prokuratury Krajowej.
Ziobro, zdaniem prokuratury, wykorzystywał stanowisko do działań przestępczych – w tym faworyzowania podmiotów i pomijania wymogów formalnych przy rozdzielaniu środków publicznych.
Obecnie były minister przebywa poza granicami Polski. Jego obrońcy twierdzą, że uzyskał ochronę międzynarodową od węgierskich władz, które uznały, że w Polsce grożą mu polityczne represje. Jeśli sąd przychyli się do wniosku o ENA, Ziobro mógłby zostać aresztowany w dowolnym kraju UE i ekstradowany do Polski.
Sprawa budzi kontrowersje – opozycja PiS nazywa ją "polityczną zemstą", a rządzący podkreślają, że to rutynowe postępowanie w sprawie nadużyć władzy. Śledztwo trwa – i może objąć kolejnych byłych urzędników z czasów rządów PiS.