Jak opisuje "Financial Times", zmiany dotyczą między innymi 1. Brygady Piechoty, stanowiącej podstawową siłę bojową estońskiej armii. Jednostka, której znaczna część infrastruktury znajduje się obecnie w Tapa, ma być na stałe przesunięta do Jõhvi, około 50 kilometrów od rosyjskiej granicy.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o przeprowadzkę żołnierzy. Estonia zmienia sposób, w jaki zamierza bronić swojego terytorium.
Dotychczasowy model w dużej mierze zakładał wykorzystanie niewielkiej powierzchni kraju, lasów i trudnego terenu do spowalniania przeciwnika. Estońskie oddziały miały zadawać mu straty i utrzymywać zdolność do walki do czasu nadejścia większych sił NATO.
Doświadczenia wojny w Ukrainie doprowadziły wojskowych do innych wniosków. Tallin nie chce dopuścić do scenariusza, w którym część kraju zostanie zajęta, a następnie trzeba będzie prowadzić ciężkie walki o jej odzyskanie.
Nowa koncepcja zakłada obronę możliwie blisko granicy i próbę zatrzymania przeciwnika już na początku potencjalnej operacji.
– Musimy zacząć od granicy i wygrywać już od pierwszych bitew – tłumaczy płk Tarmo Kundla, dowódca 1. Brygady Piechoty, cytowany przez "Financial Times".
Nie tylko żołnierze. Estonia inwestuje w zasięg
Przesuwaniu jednostek na wschód towarzyszą duże inwestycje w uzbrojenie. Estonia chce dysponować środkami pozwalającymi nie tylko bronić własnego terytorium, lecz także razić zaplecze potencjalnego przeciwnika.
Rozwijane są między innymi zdolności artylerii rakietowej. Kraj inwestuje w systemy HIMARS, a w planach znalazły się również południowokoreańskie wyrzutnie Chunmoo. Część dostępnej dla nich amunicji umożliwia prowadzenie ognia na dystansie liczonym w setkach kilometrów.
Skala zmian widoczna jest również w budżecie. W 2026 roku Estonia przeznacza na obronę około 2,4 mld euro, czyli 5,4 proc. PKB. To wzrost o 42 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Ponad połowę tegorocznego budżetu obronnego stanowią wydatki na zakupy sprzętu i uzbrojenia.
Narwa szczególnie ważna dla estońskich planów
Jednym z kluczowych miejsc na nowej wojskowej mapie Estonii jest Narwa, położona bezpośrednio przy granicy z Rosją.
Estońskie służby i dowództwo nie twierdzą, że Rosja przygotowuje obecnie pełnoskalową inwazję na kraj NATO. W analizowanych scenariuszach uwzględniana jest jednak możliwość ograniczonego uderzenia na obszar przygraniczny.
Według rozmówców "Financial Times" hipotetyczna operacja przeciwko Narwie mogłaby mieć przede wszystkim znaczenie polityczne – stworzyć sytuację, w której sprawdzona zostałaby szybkość reakcji i jedność państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Dlatego również w Narwie rozwijana jest infrastruktura pozwalająca na zwiększenie obecności wojskowej.
Estonia nie chce czekać na rozwój wydarzeń
Zmiana doktryny nie oznacza rezygnacji ze wsparcia sojuszników. Przeciwnie – Estonia nadal opiera swoje bezpieczeństwo na członkostwie w NATO, ale chce mieć większe możliwości samodzielnego reagowania w pierwszej fazie potencjalnego kryzysu.
Wielka Brytania zdecydowała już o zwiększeniu swojego kontyngentu w Estonii. Od kwietnia 2027 roku brytyjskie siły mają liczyć około 1200 żołnierzy zamiast obecnych około 800.
Dla Tallina szczególne znaczenie mają również wydarzenia w Ukrainie. Dopóki trwają tam intensywne działania wojenne, znaczna część rosyjskiego potencjału wojskowego pozostaje zaangażowana na froncie. Estońscy przedstawiciele zwracają uwagę, że po ewentualnym zakończeniu wojny część tych sił mogłaby zostać przesunięta w inne rejony Rosji.
Dlatego Tallin nie chce czekać na zmianę sytuacji. Żołnierze, nowe bazy i uzbrojenie o większym zasięgu mają być rozmieszczane wcześniej, a wschodnia część kraju ma stać się znacznie silniej chronioną linią obrony.