Wojna w Zatoce Perskiej gasi kuchnie Indii – niedobór LPG zmusza do powrotu do drewna, obornika i węgla
Konflikt zbrojny między USA i Izraelem a Iranem, który wybuchł pod koniec lutego 2026 roku, sparaliżował ruch statków przez Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które przepływa około 20% światowej ropy i znacząca część gazu ziemnego. Dla Indii, drugiego co do wielkości importera LPG na świecie, to katastrofa: około 90% importowanego gazu do gotowania (LPG) dociera właśnie tą trasą.
Od początku marca w całym kraju brakuje cylindrów z gazem płynnym. Gospodynie domowe ustawiają się w długich kolejkach, restauracje skracają menu lub zamykają kuchnie, a na ulicach pojawiają się doniesienia o gwałtownym wzroście sprzedaży drewna opałowego, suszonych roślin i nawet tradycyjnych placków z krowiego obornika – klasycznych paliw biomasowych, które Indie z trudem odchodziły w ostatnich dekadach.
Rząd zareagował błyskawicznie, ale desperacko:
- zatwierdził dodatkowe 48 tysięcy kilolitrów nafty poza standardowym limitem, kierując ją do najbiedniejszych gospodarstw przez publiczny system dystrybucji (PDS),
- polecił rafineriom maksymalizować produkcję LPG kosztem innych produktów,
- ograniczył dostawy gazu do przemysłu i sektora komercyjnego, by chronić priorytetowo kuchnie domowe,
- ministerstwo środowiska dało zielone światło stanowym komisjom zanieczyszczeń na miesięczne odstępstwa – hotele, restauracje i małe firmy mogą tymczasowo palić drewnem, peletami, naftą, węglem czy suszonymi odchodami zwierząt.
Eksperci alarmują: to krok wstecz w walce o czyste powietrze. Spalanie biomasy i nafty w pomieszczeniach uwalnia tlenek węgla, tlenki azotu i pyły PM2.5 – główne przyczyny chorób płuc i serca, zwłaszcza wśród kobiet i dzieci na wsi. W miastach, gdzie opcji awaryjnych jest mniej, część gospodarstw może przerzucić się na prąd – co jednak zwiększy zużycie energii z węgla, bo Indie wciąż czerpią z niego blisko 79% produkcji elektrycznej.
"To sytuacja bardzo przejściowa – gdy tylko dostawy LPG wrócą do normy, ludzie natychmiast porzucą stare metody" – uspokaja Nandikesh Sivalingam z Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem. Rzeczywistość jest jednak brutalna: mimo że kilka indyjskich tankowców z LPG (w tym dwa z Kataru) przedarło się niedawno przez Cieśninę, wciąż dziesiątki statków stoi zablokowanych, a zapasy topnieją szybko.
Minister spraw zagranicznych S. Jaishankar liczy na rozmowy z Iranem, które mogłyby odblokować szlak. Tymczasem eksperci klimatyczni, jak Madhura Joshi z E3G czy Vibha Dhawan z Instytutu Energii i Zasobów w Delhi, apelują o przyspieszenie alternatyw: kuchenki słoneczne, biogaz, ulepszone piece na biomasę czy elektryczne płyty indukcyjne zasilane panelami PV. Te rozwiązania mogłyby uodpornić indyjskie domy na podobne kryzysy – ale wymagają czasu i inwestycji, których w tej chwili brakuje.
Na razie wojna tysiące kilometrów od Delhi gasi płomienie na indyjskich kuchenkach i cofa kraj o dekady w kierunku zanieczyszczających paliw. Pytanie brzmi: ile czasu zajmie powrót do "normalności" – i czy Indie wyciągną z tej lekcji wnioski na przyszłość.