"Czekamy na was" – Iran grozi amerykańskim żołnierzom ogniem w cieniu rozmów pokojowych
Wojna między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem, która wybuchła pod koniec lutego 2026 roku, wchodzi w nową, napiętą fazę. Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf ostrzegł w niedzielę, że siły Teheranu są gotowe i "czekają" na ewentualne lądowe uderzenie Amerykanów. Jego słowa padły tuż po przybyciu do regionu kolejnej grupy blisko 3500 amerykańskich marines i marynarzy.
Ghalibaf, cytowany przez państwowe media irańskie, stwierdził, że Iran "zasypie ogniem" każdego amerykańskiego żołnierza, który spróbuje wkroczyć na terytorium kraju. "Wróg publicznie mówi o negocjacjach, a po cichu przygotowuje atak lądowy" – podkreślił, oskarżając Waszyngton o dwulicowość. Dodał, że irańscy obrońcy są w pełnej gotowości, by "spalić" ewentualnych najeźdźców.
Amerykańskie Centralne Dowództwo (CENTCOM) potwierdziło, że dodatkowe siły – w tym jednostki szturmowe i transportowe – dotarły do rejonu operacyjnego na pokładzie okrętu desantowego USS Tripoli. Ich przybycie zbiegło się z doniesieniami "Washington Post", według których Pentagon analizuje scenariusze operacji lądowych w Iranie, w tym naloty z udziałem sił specjalnych. Przedstawiciele administracji Trumpa nie potwierdzili jednak planów pełnej inwazji.
Mieszane sygnały z Waszyngtonu
Prezydent Donald Trump w ostatnich dniach wysyła sprzeczne komunikaty. Z jednej strony twierdzi, że konflikt jest bliski zakończenia i że prowadzone są "bardzo dobre" rozmowy z Irańczykami. Z drugiej – jego administracja przygotowuje wniosek do Kongresu o dodatkowe 200 miliardów dolarów na kontynuację operacji wojskowej. Trump przyznał też wprost: "Gdybym wysyłał wojska lądowe do Iranu, na pewno bym wam o tym nie powiedział".
Sekretarz stanu Marco Rubio zaznaczył, że USA mogą osiągnąć cele bez sił lądowych, ale prezydent musi być gotowy na "wszelkie ewentualności". Amerykańskie media donoszą, że Pentagon opracowuje opcje "ostatecznego ciosu" – od intensywnych bombardowań po ograniczone operacje z udziałem sił specjalnych.
Jednocześnie pojawiły się informacje o pośrednich rozmowach. Według doniesień, Waszyngton przekazał Teheranowi – za pośrednictwem Pakistanu – zarys 15-punktowego planu zakończenia wojny. Plan ma obejmować m.in. likwidację irańskiego programu nuklearnego, ograniczenie programu rakietowego i zaprzestanie wspierania grup proxy w regionie. W zamian USA miałyby zaproponować zniesienie sankcji.
Iran odrzucił te propozycje i wystosował własne żądania: uznanie kontroli nad Cieśniną Ormuz, reparacje wojenne oraz wycofanie amerykańskich baz z Bliskiego Wschodu. Ghalibaf skomentował to ostro: "Amerykanie swoją 15-punktową listą próbują osiągnąć to, czego nie udało im się zdobyć na polu walki".
Kontekst trwającego konfliktu
Wojna rozpoczęła się 28 lutego 2026 roku serią amerykańsko-izraelskich uderzeń, w wyniku których zginął najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oraz kilku innych wysokich rangą urzędników. Według organizacji monitorujących prawa człowieka, w bombardowaniach zginęło dotychczas ponad 1550 irańskich cywilów.
Iran odpowiedział atakami rakietowymi na bazy USA i Izraela w regionie, co zakłóciło międzynarodowy ruch lotniczy i spowodowało gwałtowny wzrost cen ropy naftowej. Najnowocześniejszy amerykański lotniskowiec USS Gerald R. Ford jest obecnie w Chorwacji na remoncie po pożarze na pokładzie.
Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że Ghalibaf – twardogłowy polityk, były dowódca strażników rewolucji i wieloletni burmistrz Teheranu – sam jest wymieniany w zachodnich mediach jako możliwy pośrednik w kontaktach z administracją Trumpa. On sam stanowczo zaprzecza jakimkolwiek negocjacjom.
Co dalej?
Przybycie dodatkowych amerykańskich sił desantowych wzmacnia pozycję Waszyngtonu w regionie, ale jednocześnie prowokuje Teheran do coraz ostrzejszej retoryki. Irańskie groźby "czekania na amerykańskich żołnierzy" pokazują, jak kruche jest obecnie zawieszenie broni i jak łatwo napięcie może eskalować do otwartej konfrontacji lądowej.
Dla milionów obserwatorów na całym świecie kluczowe pytanie brzmi: czy sprzeczne sygnały Trumpa to element twardej gry negocjacyjnej, czy realne przygotowania do kolejnej fazy wojny? Na razie obie strony pozostają w stanie niebezpiecznej równowagi między groźbami a próbami dyplomatycznego wyjścia z kryzysu.